Opowiadanie jest dość długie, ale mam nadzieję, że interesujące. Zapraszam.

" I nie mów do mnie Duszko - krzyknęła Dusza gniewnie - nie jestem jakaś niedorozwinięta czy ułomna,
jestem normalną, świetnie się kiedyś zapowiadającą, wrażliwą i delikatną kobiecą duszą, piękną i jasną."

Muzyczny motyw przewodni

https://www.youtube.com/watch?v=hLjx9CkfA4I

A.Maria Jopek & Michał Żebrowski "UPOJENIE"

*******************************************************************************************************************************


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erotyka. Pokaż wszystkie posty

1 grudnia 2014

odc. 13 - Nie chcę wiedzieć, co o mnie myślisz.



Kilkanaście metrów od jej schodów, stał nieruchomo, oparty o bok jej zaparkowanego samochodu i wpatrywał się w nią z niepewnym uśmiechem.

- * CO ON TU ROBI ?!!! – gniew wzbierał w niej jak tajfun – jak śmiał tu przyjechać. Jakim prawem.. czy on całkiem oszalał ?? .... no pięknie się wpakowałam... – do gniewu dołączyła panika – Tylko spokojnie.. tylko spokojnie.... zamknę oczy i jak otworzę to jego tu nie będzie.. nie wygłupiaj się ... w cuda wierzysz... to nie książka....*

Jednak zamknęła szybko oczy i ponownie je otworzyła.. ale nic się nie zmieniło. Może tyle, że poruszył się niespokojnie robiąc krok w jej stronę.


- *No to już jest szczyt wszystkiego .. przyjeżdżać tu.. przecież wiedział, że nie chcę go więcej widzieć – tajfun szalał na dobre - wyrzucę go stąd natychmiast ....
Ruszyła w jego kierunku zdecydowanym krokiem, z chmurą gradową nad czołem. 

Kiedy schodziła po schodach, kątem oka dostrzegła Magdę. Wracała szybkim krokiem do recepcji.
- Olka....Twój znajomy cię szukał, więc przyprowadziłam ci gościa – rzuciła przez ramię i poszła dalej.
Olka opanowała się w sekundzie. Przecież nie będzie tu, na środku ośrodka robić scen. Zwolniła krok i już spokojnie zbliżała się do niego, on powoli też ruszył w jej kierunku. Kiedy podeszła na tyle blisko, że zobaczył jej gniewne oczy, zatrzymał się raptownie w nagłym przestrachu.
- oj... chyba narozrabiałem – powiedział bardzo niepewnym głosem, gdy już się zbliżyła
- co ty tu robisz ??? – syknęła wściekle – oszalałeś ???
co Ty sobie wyobrażałeś  ? - zakończyła zduszonym sykiem.
Stała naprzeciwko niego jak uśpiony na chwilę tajfun, gotów w każdej chwili wybuchnąć.
- nie mogłem wytrzymać... musiałem cię zobaczyć – powiedział żałosnym głosem, patrząc na nią z miną zbitego psa.
Kątem oka zauważyła, że Magda odwróciła się i rzuciła w ich stronę zaciekawione spojrzenie. 

W momencie opanowała się i wróciła jej zdolność logicznego myślenia. Objęła go na misia i zaczęła się z nim witać jak ze starym znajomym.
Zaskoczony nagłą zmianą, przez ułamek sekundy nie wiedział jak się zachować, ale natychmiast się dostosował, choć wyszło mu to trochę nieporadnie. Objął ją tak samo i wymienili uściski jak starzy znajomi po długim niewidzeniu.

- ja tu się cieszę nienaganną opinią – powiedziała cicho ale dobitnie – jeśli zrobisz cokolwiek ......– dodała z groźbą w głosie - 

 - obiecuję.. będę grzeczny – odpowiedział szybko.
Wykonał ruch jakby chciał wziąć jej rękę, ale osadziła go w miejscu mrożącym spojrzeniem
- chodźmy stąd – powiedziała szybko i wskazała zapraszającym gestem na swój domek.
- do ciebie?? do domku ??? – zapytał niebotycznie zdumiony
- przecież jesteś moim starym znajomym... czyż nie ?? należy cię więc przyjąć jak znajomego – rzuciła przez ramię wchodząc po schodkach na taras.
- siadaj... czego się napijesz .. kawy, herbaty, czegoś zimnego?? – zapytała chcąc dać sobie trochę czasu na myślenie.
- jesteś niesamowita, nieobliczalna i niemożliwa – patrzył na nią z wyrazem niekłamanego podziwu.
Odwróciła się do niego gwałtownie.
- Ja jestem nieobliczalna ??? Czy Ty naprawdę oszalałeś ?!?!. Co Ci odbiło, żeby tu przyjeżdżać ?? – mówiła ściszonym gniewny głosem.
Klapnął ciężko na fotel turystyczny, który zgrzytnął pod jego ciężarem.
- zrozum.... – jego niski głos był pełen żaru – musiałem cię zobaczyć....
Miała zamęt w głowie. Zrobiła ruch rękami jakby go chciała odgonić
- muszę to szybko przemyśleć. Idę sobie zrobić herbaty.
- ja poproszę o mineralną jak masz. Zaschło mi w gardle z wrażenia – uśmiechnął się niepewnie, starając się pokryć tym uśmiechem zdenerwowanie.

Słyszał jak krzątała się gdzieś w głębi domku. Nurtowało go jedno zasadnicze pytanie, ale nie śmiał go zadać.
Nie spodziewał się takiej gwałtownej reakcji z jej strony na swój widok. Przyjechał tu pod wpływem impulsu i nie przemyślał sprawy do końca. Prawdę powiedziawszy w ogóle nie zastanawiał się jak ona zareaguje. Teraz dopiero zaczął zdawać sobie sprawę, że narozrabiał i to solidnie, ładując się jej w życie bez zaproszenia, ba... wbrew jej woli i z jej mężem w tle.


- *Ale była niesamowita – przypomniał sobie jak Ola podchodziła do niego z błyskami gniewu w płonących oczach. 

Miał wrażenie, że jej furia zmiecie go z powierzchni ziemi. Doszedł szybko do wniosku, że to cud, że przeżył to spotkanie - Strach się bać - uśmiechnął się do siebie.
 



 - Ola? – zawołał cicho
- tak?? – z uchylonego okienka na końcu tarasu wychyliła się Ola.
- czy... czy mógłbym skorzystać z łazienki ? Złapałem koło po drodze i chciałbym umyć porządnie ręce.
- oczywiście – odpowiedziała bez namysłu, po czym zauważył, że zesztywniała na ułamek sekundy a po jej twarzy przemknął cień.
Pojawiła się w drzwiach
- tędy - otworzyła drzwi do zaciemnionego pokoju i stanęła tak jakoś dziwnie zasłaniając sobą wnętrze pokoju – tam na końcu jest łazienka – wskazała drzwi.
Drzwi łazienki zamknęły się za Witkiem a ona popatrzyła na śpiącego w półmroku męża z wyrazem żalu i wyrzutu.
Poczuła jak gorący rumieniec wstydu wypełza na jej policzki. Zażenowana pobiegła do kuchni.

Kiedy Witek wychodził z łazienki snop światła oświetlił stojące w ciemnościach łóżko. Zobaczył leżącą na nim zwalistą postać. Zaskoczony podszedł bliżej, wyraźny odór alkoholu i puste puszki po piwie nie zostawiały żadnych wątpliwości, czemu ten facet śpi w środku dnia.
Nagle zrozumiał. Tu zalazł odpowiedź na swoje pytanie, gdzie jest jej mąż?
Cicho i starannie zamknął drzwi pokoju.
- Ola??
- jestem w kuchni
- można do ciebie? – zapytał cicho
- tutaj - mignęła mu się w otwartych drzwiach za załomem ścianki. 

Stała oparta rękami o ladę tyłem do drzwi, patrząc przez otwarte okno na jezioro. Podszedł do niej od tyłu i objął ją delikatnie.
Pochylił się i pocałował ją w kark. Przechyliła głowę lekko do tyłu i oparła ją na jego ramieniu.
Był od niej dużo wyższy, teraz tym bardziej wydawała się przy nim drobna i krucha. Przytulił się policzkiem do jej policzka, obejmował ją całą ramionami i trzymał tak w objęciach lekko kołysząc w uspokajającym ruchu.
Trwało to dosłownie króciutką chwilkę bo Ola szybko odsunęła się od niego.
- Oleńka?... czy to on? - wolał zadać to pytanie teraz. Czuł, że musi, że inaczej to niedomówienie będzie leżało między nimi jak cień.
- taak – powiedziała stłumionym głosem.

Była mu nawet wdzięczna, że zapytał o to wprost. Sama nigdy w życiu nie rozpoczęłaby rozmowy o mężu.
Był jej osobistą, najbardziej bolesną sprawą i największą porażką.
- przykro mi, że musiałeś go oglądać
- od dawna tak pije? – zapytał ostrożnie
- od dnia przyjazdu. Tydzień.
- a normalnie?
- różnie – odpowiedziała wymijająco – czasami mniej, czasami więcej.

Odwrócił ją delikatnie, twarzą do siebie. Popatrzył jej głęboko w oczy i spokojnie zapytał
- mogę ci zadać jeszcze jedno trudne pytanie?
Kiwnęła niepewnie głową
- czemu się nie rozwiedziesz z alkoholikiem?
Zaskoczona spojrzała na niego. 

Nie przewidziała takiego obrotu rozmowy.
- On nie jest alkoholikiem – zaprotestowała, odwracając wzrok – przynajmniej nie takim typowym. Ma długie okresy przerwy. Wtedy nawet normalnie pracuje,  jeździ samochodem. Czasami nie pije nawet 2 – 3 miesiące. Wtedy zachowuje się normalnie, nie poznałbyś, że to ten sam człowiek.... – urwała nagle
- nie oszukuj się Ola – jego głos był jak głos rozsądku
- nie oszukuję się..... tylko... tylko trudno mi się z tym pogodzić
- ale czemu się z nim nie rozwiedziesz.? Przecież widzę, że to już koniec tego małżeństwa...
- co widzisz ? Koniec?... co ty możesz o nas wiedzieć? - zapytała ze smutkiem - To był kiedyś świetny facet, ciepły, opiekuńczy, mądry człowiek, z którym można było godzinami rozmawiać na wszystkie tematy, miał mnóstwo zainteresowań, był dobrym ojcem.... zmienił się – w jej oczach zalśniły łzy - ale ja ciągle pamiętam jak było.... wysnuwasz wnioski na podstawie tego, że puściłam się z Tobą w pierwszych godzinach naszej znajomości?
Nic nie wiesz !!.. i nic nie rozumiesz – powiedziała lekko podniesionym zduszonym głosem – Do teraz nie żałowałam ani jednej chwili spędzonej z Tobą i starałam się nie mieć wyrzutów sumienia. Ale widzę, że ty to oceniasz inaczej, tak pewnie jak i ocenią to inni. Dla mnie to było niesamowite, jedyne takie przeżycie w życiu. Owszem była to zdrada, ale nie jesteś w stanie zrozumieć, dlaczego tak postąpiłam i nie chcę wiedzieć, co o mnie myślisz – zakończyła gwałtownie.
Słuchał bardzo uważnie. 

Nie chciał uronić ani jednego słowa z tego, co mówiła, chciał zrozumieć, a jednocześnie czuł, że ten wybuch i ta szczerość to jedyna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś prawdziwego o niej. 
Ostatnie zdanie go jednak zdenerwowało.
- a jak mam niby zrozumieć, kiedy nie dajesz mi okazji, nie chcesz nic mówić, uciekasz – mówił wolno ważąc słowa
- no to teraz powiedziałam chyba wystarczająco dużo, o wiele za dużo – powiedziała napiętym głosem.
- chcę wiedzieć o tobie wszystko – wtrącił łagodnie
- moje największe tajemnice już znasz.... powinno ci wystarczyć - w jej głosie czuć było znużenie – myśl sobie o mnie co chcesz
- niewiele tych tajemnic jak na tajemniczą kobietę – uśmiechnął się zagadkowo – na pewno trzymasz jeszcze kilka asów w rękawie. A tak naprawdę sam nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. Ale wiem jedno, że nie mogę przestać myśleć o Tobie. – zakończył cicho

- Witek.. – patrzyła na niego bardzo przenikliwym wzrokiem już całkowicie opanowana - ja nie mam 20 lat, żeby wierzyć w takie rzeczy, ja jestem dorosła i wystarczy mi wiedzieć, że było nam razem dobrze.

Przez chwilę miał minę, jakby mu wylała kubeł zimnej wody na głowę, ale opanował się natychmiast.
- że było nam wspaniale wiesz równie dobrze jak ja – w jego głosie jeszcze gdzieś pobrzmiewały nutki czułości, ale wpadł w lekki ton. - możemy to powtórzyć? – ni to pytanie ni to twierdzenia zawisło w powietrzu
- ach ty zbereźniku – powiedziała cicho i pogroziła mu palcem

Odsunął się na krok i zlustrował ją od głowy do stóp. Mlasnął lubieżnie językiem
- noooo.. – wyciągnął do niej ręce z otwartymi dłońmi, jakby ją chciał złapać
- uspokój się – powiedziała blado się uśmiechając – i szybkim ruchem włożyła mu w dłonie szklankę i butelkę mineralnej. – wyraźnie jest ci potrzebna ochłoda.
Lekko popchnęła go do wyjścia z kuchni.

Rozsiedli się na tarasie w półcieniu.Zapanowała krępująca cisza.
Nie miała ochoty ułatwiać mu rozmowy, tym bardziej, że dalej nie wiedziała jak ma się odnieść do tego jego przyjazdu.
On też jakoś nie kwapił się do rozmowy.

Przyglądał się jej bez skrępowania, wyraźnie nad czymś się zastanawiał.
Dałaby milion, żeby wiedzieć, o czym teraz myślał.
 
                                             ************************************************************************


             Nieumiarkowanie w piciu – jeden z małżeńskich grzechów głównych.

Ten jedyny, ukochany jest prawdziwym mężczyzną to i za kołnierz nie wylewa.
Od czasu do czasu może ciut za dużo, ale nie martwi nas to na początku.
Potem bywa coraz gorzej, aż pewnego dnia zauważamy, że jest to już problem.
Alkohol jest dla ludzi, trzeba tylko umieć go pić. 

Niby oczywista prawda.. a jednak ?






22 listopada 2014

Odc. 12 - Zamarła a serce podskoczylo jej do gardła .


# # #

Obudził ją jakiś rumor w kuchni, wyskoczyła z łóżka pełna obaw i popędziła do kuchni. 
Na widok męża zastopowało ją na progu. 
Stał ledwo trzymając się na nogach, na podłodze leżały rozbite skorupy z talerza wymieszane z jego wczorajszym nietkniętym obiadem, przewrócona szklanka, a on przytrzymując się zlewozmywaka pił wódkę prosto z butelki.

Zrobiło jej się niedobrze na ten widok.
- * rany boskie – pomyślała z obrzydzeniem - jak nisko trzeba upaść, żeby o 9 rano pić wódę z "gwinta” .... i skąd on ma tę butelkę ?.. przecież wczoraj wyczyściliśmy wszystko.
– czy Ty wiesz, że jest 9 rano ?.
– gówno cię to obchodzi, o której piję – warknął – piję o której chcę.
Zakręcił butelkę i miał zamiar wyjść. Zastąpiła mu drogę
- oddaj mi tą butelkę – powiedziała zirytowanym głosem. 

Przycisnął butelkę do brzucha i wyciągnął rękę, chcąc ją odsunąć z przejścia... ale tylko dotknął jej ramienia i wybełkotał
- chce przejść .. odsuń się
- oddaj mi tą butelkę
- odsuń się – warknął wściekle – bo sam cię odsunę
Stała bezradna naprzeciw niego i mierzyła go wzrokiem.
- dlaczego to robisz ? dlaczego pijesz od dnia przyjazdu. Czy tak miał wyglądać nasz wypoczynek.Obiecywałeś mi - głos jej się łamał. – przecież nie na tym miał polegać ten wyjazd. Miałam podobno odpocząć, wykurować się.. a i tobie też by się przydał normalny wypoczynek. Nie szkoda ci zdrowia i pieniędzy ?
- a w czym ja ci przeszkadzam ? – zapytał całkiem przytomnie - przecież jesteśmy nad Korzykiem, a nad Korzykiem każdy robi co chce. Możesz wypoczywać jak chcesz i robić, co chcesz. Odczep się i daj mi spokój – warknął
- mam ci dać spokojnie pić ??? – zapytała ledwo się hamując
- tak chcę się spokojnie napić – patrzył wyzywająco
- w porządku – powiedziała przez zaciśnięte zęby - a kiedy zamierzasz przestać pić .. jeśli mogę zapytać ?
- jak będę miało ochotę. Dowiesz się. Odsuń się. Idę się położyć - dodał  zniecierpliwiony.
Machnął ręką w powietrzu jakby chciał przegonić dokuczliwą muchę.

Odwróciła się na pięcie i wyszła z domku na taras.
Drżącymi rękami zapaliła papierosa i zaciągnęła się łapczywie.Siadła na fotelu podkulając nogi. 

Ściśnięte gardło i spazm czający się w piersiach lada moment mógł wybuchnąć płaczem. Gwałtownie przełykała ślinę, biorąc głębokie oddechy.
– * o nie !!!... nie doprowadzisz mnie do płaczu – pomyślała z wściekłością – niedoczekanie twoje. Chcesz mieć spokój .. proszę bardzo.. będziesz go miał. A zachlej się nawet na śmierć. Nie ruszę palcem, żeby cię ratować .. dość tego dobrego * – bezsilna furia szalała w niej –  * każdy wypoczywa jak chce.. w porządku.. ja też zacznę się bawić i już bez skrupułów chodzić na wszystkie imprezy w ośrodku.. a nie siedzieć tu jak cierpiętnica, pilnując nachlanego idioty. Od kilku dni spędzam prawie każdy wieczór na tarasie, i wmawiam sobie, że odpoczywam, że nie mam ochoty na żadną imprezę. Więc dobrze.. będę się bawić....*
*Tak po prawdzie – przyznała się szczerze – to tutaj normalne. Tu faktycznie każdy robi, co chce i bawi się jak chce.. ale w granicach przyjętych norm.. a on........ wrrrrrrr – furia znów warczała w duszy - .. przekracza wszelkie normy. *
Wzięła kilka głębokich oddechów.
-  * Właściwie to czym ja się tak przejmuję, wszyscy tutaj wiedzą, że Koala pił i to dużo. Wszyscy wiedzą, że od lat nie dotrwał nigdy do końca żadnej imprezy, że zawsze zostawałam sama. Czasami nawet sama przychodziłam, jak Koala przeholował do południa. Przywykli do tego... nie ma się, czym przejmować. Trzeba przynajmniej coś skorzystać z tego urlopu – pomyślała powoli wracając do równowagi – Zapomnieć, że on tu w ogóle jest, zachowywać się tak jakby go tu ze mną nie było - wmawiała sobie - a po powrocie do domu.... no cóż to zupełnie inna bajka – skrzywiła się – o tym pomyśle później.*

- Czy Filip wrócił ? - serce piknęło jej niepokojem – przez tego..... nie zobaczyłam nawet czy synaczek wrócił.
Co prawda, tuż przed zaśnięciem wydawało jej się, że słyszała jego ostrożne kroki jak wchodził do domku, ale wolała się upewnić.
Zerwała się z fotela i popędziła do pokoju syna. Ostrożnie uchyliła drzwi i zaglądnęła.Odetchnęła z ulga.
Spał spokojnie, oddychając równo i głęboko.
- * i dzięki bogu, że nie słyszał dzisiejszej rozmowy - pomyślała – miałby kolejny argument przeciwko ojcu.*

Miała czas, aby usunąć wszystkie ślady niszczycielskiej działalności męża w kuchni i doprowadzić samą siebie do ładu.
Dziś na przekór wszystkiemu, a szczególnie jakby na złość mężowi,  wyjątkowo dużo czasu poświęciła na „poprawienie urody„. Staranna choć luźna fryzura, elegancki ale dyskretny makijaż, wymalowała nawet paznokcie, czego nie robiła już od wieków. Ze zdziwieniem stwierdziła, że przez ten czas urosły jej strasznie długie i świetnie wyglądają pociągnięte stonowanym rudym lakierem.
Zrobiło się gorąco i poszła włożyć coś lżejszego na siebie. Wybrała mocno wydekoltowaną bluzkę i obcisłe, choć lekkie, przewiewne spodnie w swoim ukochanym rudym kolorze.

Wychodząc z łazienki rzuciła na siebie krytyczne spojrzenie.
Może i nie było tragicznie, całość wyglądała może i nawet nieźle, ale ta zmęczona twarz i smutne oczy nie dodawały jej uroku.
Westchnęła – *Starość nie radość... a każde zmartwienie to kolejna zmarszczka do kolekcji* – stwierdziła przyglądając się sobie z niechęcią.

Filip wstał późno, było prawie południe. 

O śniadaniu nie było już mowy, lada chwila będą dzwonić na obiad.
Przy herbacie opowiadał jej ze śmiechem przygody wczorajszego wieczoru. Bawili się całkiem nieźle jak wynikało z opowieści a wrócili prawie rano.
- Mamo.....a wiesz ....podobno przyjechała ciotka Elżbieta z jakiegoś spływu, czy zlotu. Nie wiem dokładnie, ale spotkaliśmy Marcina. A jak jest Marcin to jest i wujek Adam, a jak jest wujek Adam to jest i ciotka Ela. To pewnik – zrobił wielce znaczącą minę
- Ha.. nie za domyślny jesteś trochę ? – skarciła go z uśmiechem
- masz bystrego syna – uśmiechnął się i wstając cmoknął matkę w policzek.
- jakie na dziś plany ? – zawołał z pokoju
- żadnych... a masz jakieś ? – zapytała
- no ja nie... ale ty na pewno pójdziesz na balangę do ciotki Eli ?
Nie doczekał się odpowiedzi i stanął w drzwiach domku.
– Mamo.. przecież chyba pójdziesz ? nie będziesz tu siedzieć? – zapytał z lekkim niepokojem.
- a coś ty taki pewny, że w ogóle będzie jakaś balanga? – odpowiedziała pytaniem
Roześmiał się
– to by nie był Korzyk, gdyby dziś nie było imprezy z okazji ich przyjazdu. Za długo was znam żeby wierzyć w takie bajki.
Przykucnął przy jej fotelu i popatrzył na nią badawczo .
- Matka.. nie daj się zdołować. Olej to i baw się dobrze sama. Wszyscy cię tu lubią.. bardziej niż jego. Nie daj mu satysfakcji, że ci spierdzielił wyjazd. Zresztą nie pierwszy raz. Wiem, że masz doła na maxa. Ale nie daj się – mówił do niej swoim językiem, szczerze z głębi serca. – Olej go i zaszalej trochę.

Zrobiło jej się dziwnie, bardziej do niej trafiał jego młodzieżowy slang niż wyszukane argumenty.
Kiwnęła bezwiednie głową w potwierdzeniu.
- ok... obiecaj mi to - dalej się w nią wpatrywał - no obiecaj – ponaglał
- obiecuję - wykrztusiła z siebie z trudem
- no to w takim razie, ja też dziś zorganizuję jakiś mały melanżyk – powiedział radośnie.
Poczochrała z czułością jego króciutko ścięte włosy
- a tak to byś pewnie został w domku i pilnował starej matki ? – zapytała wielce domyślnie
- Mama .... jaka ty stara jesteś ?.. weź przestań... całkiem niezła laseczka, tyle że masz dorosłego syna. ..nie wiadomo jakim cudem – zaśmiał się wesoło.
- kochany jesteś – powiedziała cmokając go w czoło

Rozległ się dzwon na obiad. Filip wstał i podał jej szarmancko ramię

- cho laska idziemy coś wszamać – starał się powiedzieć to poważnie, ale kiedy zobaczył jej zaskoczoną i rozbawioną minę – wybuchnął gromkim śmiechem.
 

  # #

Od powrotu z obiadu Filip prawie bez przerwy gadał przez telefon.

Zaraz po przyjściu ze stołówki Ola starała się dobudzić męża i namówić go na zjedzenie przyniesionego, gorącego jeszcze obiadu, ale był jak kłoda.
Nie reagował na nic, nie był w stanie nawet otworzyć oczu, wydobywało się z niego tylko bełkotliwe charczenie. Teraz w pokoju męża panowała głucha cisza, raz na czas przerywana pojedynczymi odgłosami chrapania.
 

Było cudownie ciepło, nawet upalnie jak na jesienny dzień. Zastanawiała się czy gdzieś nie pojechać, ale tak naprawdę to nie miała ochoty. Grzybów nie ma, za sucho. A łazić samotnie, bez celu po lesie też jej się nie chciało. Przypomniała sobie, że przecież zabrała książkę z domu. - O... mała rozrywka intelektualna dobrze mi zrobi - stwierdziła szukając w torbie książki.

Rozsiadła się wygodnie w fotelu w pełnym słońcu, z zestawem obowiązkowym obok na stoliku. Kawę, papierosy i ciastka musiała mieć w zasięgu ręki, kiedy siadała do czytania.
- co czytasz - zapytał z zainteresowaniem Filip, kiedy skończył kolejną rozmowę
- Masłowska – odpowiedziała krótko
- aaa.. no to mam cię z głowy, na co najmniej – zastanowił się moment - 4 godziny
- uhmmmm – mruknęła nie odrywając oczu od książki
- no to ja lecę do Agi – rzucił przez ramię, zbiegając po schodkach.


Podniosła głowę i pociągnęła nosem. Wyczuła w powietrzu zapach wody toaletowej Filipa. Odprowadziła go wzrokiem, jak szedł szybkim sprężystym krokiem przez środek trawnika. - Ale się wypachnił .... i idzie do Agnieszki... hmmmm .. coś ostatnio często są razem.. a on ma maślane oczy przy niej – pomyślała z lekkim uśmiechem.
Jeszcze kilka lat temu nie zwracał na Agę uwagi. Ale fakt, że i ona bardzo się zmieniła. Wydoroślała, z grubiutkiej dziewczynki zrobiła się zgrabna, ładna dziewczyna. - tylko trochę daleko - stwierdziła – gdzie Gdańsk a gdzie my.. prawie drugi koniec Polski.... nic z tego nie będzie na dłuższą metę ...a szkoda – skrzywiła się.
Agnieszka wydawała jej się naprawdę mądra i sympatyczną dziewczyną.
– no i po dobrych rodzicach – pomyślała z sympatią o Marku i Iwonie.

Wróciła do lektury. 

Ośrodek żył swoim zwykłym leniwym życiem, gdzieś z boku słyszała jego codzienne odgłosy, szczekanie psów, kroki kręcących się ludzi, fragmenty rozmów dochodzące gdzieś z oddali, głos recepcjonistki Magdy, która wskazywała komuś drogę... ale nie zwracała na nie uwagi, całkowicie pochłonięta lekturą.
 

Niespokojnie poruszyła się w fotelu, bez żadnego powodu. 
Zrobiło jej się gorąco.
Z zamiarem przestawienia fotela do cienia, odłożyła książkę i przeciągnęła się leniwie. 

Coś jednak ją zmusiło do spojrzenia na ośrodek.

Zamarła a serce podskoczyło jej do gardła.

Kilkanaście metrów od schodów na taras stał nieruchomo Witek, oparty o bok jej zaparkowanego samochodu i wpatrywał się w nią z niepewnym uśmiechem.





 
*******************************************************************
Ja Rodzic
Posługujemy się językiem polskim. Wszyscy.
Młodzież jednak ciągle i niezmiennie od pokoleń wypracowuje nowe odmiany naszego ojczystego języka, czasami zupełnie niezrozumiałe dla pozostałej ciut starszej części społeczeństwa.
Tak było i jest.
Problem jedynie w tym, że zmiany te są coraz bardziej dziwaczne, szybsze i coraz bardziej nieprzystające nawet do języka codziennego, nie mówiąc już o pięknym literackim języku.
Idealny Rodzic ..... ganić i tępić czy starać się zrozumieć i dostosować ? 





24 października 2014

Odc. 8 - ... żebys mnie zapamietał ...

                                               **********************************                                      
       motyw muzyczny na dziś:  https://www.youtube.com/watch?v=2QQb4831w_k
                                               *********************************


Stłumiła piknięcie zazdrości w duchu. - Ale on dla mnie jest jeden jedyny... i to się liczy.

- Hmmmm.... elegancki mężczyzna do wzięcia...na dokładkę niezły w łóżku..... cud natury – tacy się już nie zdarzają !!!


Wlepiła w niego wzrok, lustrując każdy kawałek jego twarzy i ciała. Poczuł się pod tym spojrzeniem niewyraźnie.
- czemu mi się tak przyglądasz ??? – zapytał z niepewną miną
- musisz mieć jakiś kolosalny ukryty feler... staram się go dojrzeć
- no już mnie widziałaś w całości.. więc .... ???
- nie no fizycznie całkiem do rzeczy – uśmiechnęła się znacząco - może masz paskudny charakter, bo inteligencji i dowcipu ci nie brakuje ??? - no jak ? masz paskudny charakter ??
- mam.... przynajmniej tak twierdziły moje eleganckie małżonki... ale za to jestem czarujący - uśmiechnął się do niej przepięknym czarującym uśmiechem a w oczach pojawiły się diabełki.

Nachylił się do niej blisko, tak blisko, że czuła jego oddech na swojej twarzy.
- Oleńka ...dlaczego koniecznie chcesz doszukać się we mnie czegoś złego – zapytał z błyskiem w oczach
- * bo byłoby mi łatwiej.... gdybyś był paskudny, wredny albo głupi...... najłatwiej by było jakbyś miał biedną żonę i cała furę dzieci...ale nie ... ideał cholerny się znalazł, na dokładkę wolny i czarujący... i cuuudowny kochanek... *- westchnęła widząc, że oczekuje od niej odpowiedzi
- bo tacy faceci nie istnieją – odpowiedziała enigmatycznie
- Oleńka.. całkiem poważnie pytam.?
Milczała, patrząc przed siebie. 

Słońce już całkiem schowało się za linię lasu. 
Niebo nabrało barw purpury i fioletu.
- czas się zbierać , noc nas tu zastanie.. a to tylko ja miałam tu nocować
- teraz mogę ci towarzyszyć.. całkiem miłe miejsce na spędzenie tu życia
- tak – szybko wpadła w lekki zabawny ton – szczególnie w zimie pod gołym niebem ... bosko
- zbuduję ci szałas. Może nawet dom – zabrzmiało to jakoś dziwnie poważnie
- oczywiście... i będziemy hodować kury na niedzielny rosół, na co dzień żywić się grzybami i borówkami...- dowcipkowała nadal
- nie... będziemy żyć tylko miłością – zaśmiał się wesoło
- taaaaa... i będziemy mieć super szczupłe sylwetki od takiej strawy .. duchowej... aż całkiem zeschniemy na wiór i wysuszymy się i umrzemy w swoich objęciach – mówiła ze śmiechem
- ooo nie....będziemy żyli długo i szczęśliwie – zaprzeczył gwałtownie
- tak to mój drogi jest tylko w bajkach – westchnęła.

Wstała i zaczęła zbierać porozrzucane rzeczy, po chwili z ociąganiem dołączył do niej w pracach porządkowych.
Kiedy zebrali już większość rzeczy i zaczęli składać koc, ich ręce ponownie się zetknęły. Przytrzymał jej dłonie w swoich i ponowił pytanie napiętym głosem

- Olka .. ja pytałem poważnie , odpowiesz mi ???
- a co chcesz niby usłyszeć ??? - zapytała zrezygnowana
- chcę wiedzieć czemu nie chcesz mnie takiego jakim jestem...bo czuję, że nie chcesz, że chcesz uciec, wycofać się - wywalił bez ogródek
Milczała uparcie.
- zapytam otwarcie – Oleńka spotkamy się jutro ? 

Patrzył na nią wyczekująco
- nie sądzę – powiedziała cicho, umykając oczami przed jego wzrokiem.
- ale dlaczego ??? – żachnął się – przecież chyba nie znalazłaś we mnie nic aż tak odrażającego ?. Możemy się chyba umówić na kawę? Jedna niewinna mała kawa, albo obiad czy kolacja, jutro pojutrze .. jak wolisz. Obiecuję, że nie będę cię ciągnął do łóżka, jeśli masz takie obawy. Będę gentelmenem w każdym calu – mówił dużo i szybko
- Witek......lepiej nie ...
- dla kogo lepiej.. co ty mówisz.. Olka - wpadł jej w słowo – dla mnie na pewno nie lepiej... a i tobie nie było ze mną tak najgorzej ? Czego się boisz ? Męża ? Mnie, że cię skrzywdzę ?
- siebie Witku...... – powiedziała cicho niepewnym głosem

Podniósł palcem jej podbródek tak, że jej twarz znalazła się blisko jego twarzy. Patrzył intensywnie w jej oczy i starał się zrozumieć, co miała na myśli.
- Olka.... posłuchaj...przecież nie musimy się od razu angażować. Rozumiem , masz męża...jest ci....
Położyła mu palec na ustach
- nie mów nic więcej. To nie o niego tu chodzi. Przeżyliśmy ze sobą wspaniałe spotkanie, cudowny seks i.... niech tak zostanie – powiedziała już całkiem opanowana - Wszystko ma swój początek i swój koniec.... Koło się zamknęło....
- nie rozumiem Cię – powiedział rozgoryczonym tonem – ja tu widzę tylko wspaniały początek... bez zakończenia. A raczej z idiotycznym zakończeniem... ale jak chcesz.. – wzruszył ramionami.

Był wyraźnie zły. 

Wzięła już spakowane rzeczy , odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku samochodów. Stał chwilę odprowadzając ją wzrokiem. Zebrał resztę rzeczy i powoli poszedł za nią. Przy samochodzie w milczeniu pakował bagaże, zerkając na nią od czasu do czasu. Kiedy wrzucił do auta ostatnie tobołki, stanął przed nią, wziął ją w ramiona i wtulił twarz w jej włosy.
Nie opierała się, przymknęła oczy i przytuliła się do niego, wdychając jego zapach i czując ciepło jego ciała. 

Było jej trudno się z nim rozstać, a z każdą minutą w jego objęciach było coraz trudniej.

Potrząsnęła głową by wyzwolić się z tego wrażenia, otworzyła oczy i zobaczyła jego wpatrzone w nią bezdenne czarne oczy. 

Wydawało jej się, że widzi w nich nieme pytanie. 
Pokręciła przecząco głową.
- czy możesz mi chociaż dać swój numer telefonu ? – starał się powiedzieć to obojętnym tonem
Ponownie pokręciła przecząco głową. 

Oparł się ciężko o samochód, podniósł jej dłonie i ucałował
- no cóż...... więc do następnego... przypadkowego spotkania – powiedział zimnym, cichym głosem

Nie mogła wymówić nawet słowa przez ściśnięte gardło. 

Uśmiechnęła się blado, odwróciła i powoli zaczęła odchodzić... lecz on dalej trzymał jej dłoń w swoich. Na długości wyciągniętych rąk, kiedy jej dłoń wysuwała się z jego uścisku, w ostatnim momencie zacisnął lekko palce, jakby chciał ją zatrzymać.

Drgnęła, przystanęła, w niepohamowanym odruchu podbiegła do niego i pocałowała go czule. Choć zaskoczony, natychmiast odwzajemnił  pocałunek, ostrożnie, jakby bał się ją spłoszyć. Znów jej język błądził po jego wargach, muskała kąciki jego ust, znów poczuła jak jego ciało przeszedł dreszcz w reakcji na ten zmysłowy pocałunek. 


Ten dreszcz otrzeźwił ją, uzmysłowił jak niebezpiecznie blisko jest od obojętności do namiętności.
- to na pożegnanie – powiedziała szybko, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości – żebyś mnie zapamiętał.
Odwróciła się szybko, żeby nie widzieć wyrzutu w jego spojrzeniu.
- żegnaj kochany.... – szepnęła ledwo słyszalnie sama do siebie

Odeszła prawie biegiem w kierunku swojego samochodu. Czuła, że jeśli choć sekundę zostanie w jego pobliżu złamie się i wszystkie mądre postanowienia diabli wezmą. 

Kątem oka dostrzegła, że zrobił krok w jej kierunku, ale zaraz się zatrzymał. Stał przy aucie i patrzył z daleka jak wsiada do samochodu. Minęło dobre kilka minut zanim zobaczyła w lusterku jak wsiada do swojego auta, z impetem trzaska drzwiczkami i rusza. 
Kiedy mijał jej samochód przyhamował lekko i spojrzał na nią, ale odwróciła szybko głowę, udając, że nie widzi i szuka czegoś w schowku.

Gwałtownie dodał gazu i odjechał w tumanach kurzu. 

Siedziała w samochodzie i patrzyła jak opada za nim kurz.
 

 Oparła głowę na kierownicy, miała kamienną twarz, ale dusza wyła w niej opętańczo.



- * rany boskie .. odjechał... nie zatrzymałam go.. co ja robię.. cholera jasna .. czekałam na niego ponad 20 lat i co .. tak go puściłam?... przecież nigdy go już nie spotkam – dusza łkała na całego – Witeeeek........

- Witeek – jęknęła na głos – Witek, Witek – powtórzyła coraz ciszej.

 Wzięła głęboki oddech i powoli zaczęła się uspokajać. 


*Już dobrze...– przekonywała samą siebie – myśl logicznie ...tak naprawdę będzie lepiej, koło się zamknęło...była niespełniona miłość.... były marzenia... wiele lat.... nieoczekiwane spotkanie...spełniony seks ... zobaczyłam go, poczułam... Był początek i teraz jest koniec.. czego jeszcze chcesz? czego można chcieć w mojej sytuacji.. niczego.. więc myśl logicznie i nie wyj.... i zbieraj się do życia*.

- taaa, więc weź się w garść i zbieraj dupę w troki do szarej rzeczywistości - powiedziała na głos.
- * A mam inne wyjście ?* – uśmiechnęła się smutno.

Odpaliła silnik i rzuciła ostatnie spojrzenie na miejsce, w którym tak wiele się dziś zdarzyło.

- ciekawe.... czy jak przyjadę tu za kilka lat , czy rozpoznam to miejsce ? - pomyślała odjeżdżając powoli.


                                                    **********************************************************
Ulec raz rodzącemu się uczuciu, dawnym marzeniom, namiętności i potem uciec.

Odwaga czy tchórzostwo ?



21 października 2014

odc. 7 - Bo ja jestem wyjatkową kobietą.


Kiedy podeszli do koca, podniosła z torebki telefon i schowała go do wewnętrznej kieszonki. Usiadła na kocu, opierając się o pobliski pień drzewa, wyjęła papierosa i zapaliła, on usadowił się wygodnie w pozycji leżącej układając głowę na jej kolanach.
Milczeli.. ten radosny nastrój gdzieś prysnął, ale dalej było jej z nim dobrze. 
Tu i teraz ....
- często tu przyjeżdżasz ? – zapytał, żeby oderwać ją od jej własnych myśli
- kiedyś przyjeżdżaliśmy tu co rok na całe wakacje, teraz bardzo rzadko, raczej w jesieni na grzyby.

- rozumiem, że przyjeżdżacie rodzinnie, że tak powiem – powiedział opanowanym tonem – ale w tym roku podobno nie ma grzybów, nie uda ci się grzybobranie.
- w tym roku nie przyjechaliśmy na grzyby... - bąknęła
- ale jest jesień a nie wakacje ? – spojrzał pytająco
- w tym roku chciałam wypocząć.. wcześniej nie mogłam przyjechać.. z wiadomych względów. To cichy, spokojny ośrodek nad jeziorem Korzyckim, znam tam każdy kąt, każde drzewo, lubię go....
- no tak .. ale nie nudzisz się ?... nie ma grzybów, nie ma co robić.
- nie tak całkiem, mam tam całą kupę znajomych, obsługa jest ze mną zaprzyjaźniona od lat, a poza tym ...... znajduję sobie różne ciekawe zajęcia jak widać – powiedziała wyraźnie akcentując „ różne”
Roześmiał się szczerze
- fakt.... zajęcia były bardzo ekscytujące..... chyba mam rację ?
Teraz i ona roześmiała się serdecznie
- może masz racje a może nie – odpaliła przekornie – domyśl się
Zrobił obrażoną minę.
- długo tu zostaniesz ?? – zapytał znów po krótkiej przerwie
- nie wiem... może tydzień... może dłużej
- nie masz konkretnych planów, rezerwacji ??
- nie ..– roześmiała się – w moim ośrodku nie trzeba rezerwacji, wystarczy zadzwonić do naszego Włościanina i powiedzieć kiedy się przyjeżdża.. szczególnie teraz w jesieni ośrodek jest prawie pusty....

 - hmmm.. no tak.. nie pomyślałem, że po tylu latach jesteś pewnie zaprzyjaźniona z właścicielami. To tak jak ja, mniej więcej.
 

Nie miała ochoty prostować, że Włościanin to nie nazwisko tylko żartobliwa ksywka kierownika ani wyjaśniać, jakie ich łączą układy.
- a właśnie - wykorzystała okazję, by zmienić temat rozmowy z siebie na niego – jesteś zaprzyjaźniony z właścicielami jakiejś tutejszej posiadłości, ośrodka ???
- taak, mam tu starych znajomych. Od lat prowadzą tu niedaleko elegancki dom wypoczynkowy, bardziej hotel z restauracją. Czasami udaje im się namówić mnie na przyjazd, choć raczej rzadko im się to udaje.
- to, że elegancki to nie wątpię – wyrwało jej się nieopatrznie
- dlaczego ? – zaciekawił się
- hmmmm... cały jesteś taki elegancki, więc i pewnie wypoczywasz w eleganckim hotelu i eleganckim towarzystwie
- wygłupiasz się czy mówisz serio ? – zapytał lekko zdziwiony
- mówię jak najbardziej serio – powiedziała śmiertelnie poważnym tonem – naprawdę jesteś super eleganckim facetem.. tacy nie szlajają się po podrzędnych ośrodkach wypoczynkowych z drewnianymi chałupami zamiast apartamentów, z piachem zamiast eleganckich betonowych ścieżek, czy kąpieliskiem w jeziorze zamiast podgrzewanego basenu.....
 Parsknął śmiechem, podniósł się i zaczął ją łaskotać. Pisnęła odganiając go od siebie, śmiejąc się wesoło.
- to kara za kpiny ze mnie - mówił przez śmiech – to, że mam znajomych z eleganckim hotelem to chyba nie grzech? 

To, że czasami człek zażyje odrobiny luksusu to też nie grzech, ale zapewniam cię, że doceniam urok drewnianych przewiewnych domków, wodorostów zaplątanych w kąpielówki i piasku w butach....
 

Oparł się obok niej o pień drzewa i objął ją ramieniem.
– muszę mieć na ciebie oko – mruknął rozbawiony.
Uśmiechnęła się do niego promiennym uśmiechem i musnęła go delikatnym pocałunkiem w policzek.
- czy dobrze kojarzę te sterty eleganckich walizek w bagażniku twojego eleganckiego samochodu z faktem przyjazdu na wypoczynek do eleganckiego hotelu ?.. czy to może koniec wypoczynku ?
- kojarzysz prawidłowo – pokiwał głową - udaję się właśnie na elegancki kilkudniowy wypoczynek
- hmmmmmmm – to coś mi tu się nie zgadza - zmarszczyła czoło jak w głębokim namyśle

- hmmm??? – spojrzał pytająco
- to gdzie w takim razie elegancka, wysoka blondynka, z dłuuugimi nogami, niewątpliwie żona eleganckiego faceta.?.... powinna siedzieć na przednim fotelu jego eleganckiego samochodu, a chyba jej tam nie ma. .... raczej na pewno jej nie ma.... nie patrzyłaby bezczynnie na bezeceństwa swego eleganckiego mężczyzny. Czyżby elegancka małżonka oczekiwała w eleganckim apartamencie ??
 

Uśmiechał się, ale jego oczy były poważne
- byłem ciekaw czy kiedykolwiek o to zapytasz ? jak na kobietę jesteś strasznie mało ciekawska – patrzył na nią badawczo



 

- bo ja jestem wyjątkową kobietą.....- posłała mu tajemnicze, przeciągłe spojrzenie

- zauważyłem – hmmmm – nawet forma tego pytania nie jest banalna
 

  
Wysunął prawą dłoń przed siebie.
- jak widzisz obrączki nie noszę..
- to akurat o niczym nie świadczy – wpadła mu w słowo
- taaaa – rzeczywiście – wziął w swoją dłoń jej prawą rękę i gładził po palcu, na którym standardowo powinna znajdować się obrączka. - Taaaa.. to nie świadczy o niczym – mruknął – przynajmniej nie we wszystkich przypadkach, w moim jednak tak.


Była totalnie zaskoczona taką odpowiedzią. Rzuciła mu ukradkowe spojrzenie, nie chciała żeby zobaczył to w jej oczach..
- a gdzież się podziała elegancka małżonka ???? – w głosie jednak dało się wyczuć nutkę zaskoczenia
- elegancka małżonka pozostała przeszłością 7, 9 i 15 lat temu – powiedział niedbale, bawiąc się dalej jej dłonią.
 

Teraz on ukradkiem patrzył na nią i był ciekawy jak zinterpretuje jego odpowiedź. Widział, że zastanawia się nad tym, co powiedział, osiągnął cel, wzbudził w niej zainteresowanie.
W pewnej chwili był nawet zły, że nie pyta go o nic, że kompletnie nie interesują jej żadne informacje o nim. 
Przede wszystkim był zły, kiedy otwarcie powiedziała, że jest mężatką.
Do tej pory nigdy mu to nie przeszkadzało, teraz tak. Teraz było jakoś inaczej. 

W ogóle było jakoś inaczej. 
Jej pytanie dopiero po chwili dotarło do niego
- elegancka małżonka vel eleganckie małżonki ???
- no zdarzyło mi się pomylić kilka razy – odrzekł z zagadkowym uśmiechem – a dokładniej trzy razy.
- dobrze, że nie jesteś saperem – sparowała
- oj... niewiele mi brakowało.. przy drugiej i trzeciej eleganckiej małżonce moje życie przebiegało na skrzynce z podpalonym dynamitem – cień przemknął po jego twarzy na to wspomnienie.
- mam nadzieję, że opuściły cię w mniej dramatycznych okolicznościach niż wybuch tejże skrzynki - zapytała z wyraźną ciekawością
- tak.... opuściły mnie godnie...choć z wielkim hukiem....... unosząc bogate łupy wojenne - zaśmiał się ironicznie.
- no, ale eleganckie dzieci po eleganckich małżonkach powinny ci towarzyszyć w wypoczynku?
- nie mam dzieci – uciął krótko - mówiłem ci, jestem bezpiecznym kochankiem – starał się uśmiechem pokryć zmieszanie.

Zrobiło jej się głupio, teraz dopiero dotarł do niej sens jego słów. 

Nie chciała drążyć tego tematu.
- no to widzę, że masz bogate doświadczenia małżeńskie i chyba nie tylko... nie przypuszczam, że w pozostałych latach żyłeś w celibacie – powiedziała zaczepnie
- no nie... święty nie byłem .. – zaśmiał się - jeśli mam być szczery. Jestem przecież normalnym facetem z normalnymi potrzebami.Ciągle szukałem towarzyszki na dłużej, ale jakoś nie wyszło. Choć w ostatnim czasie żadna z pań nie potrafiła mnie do siebie przyciągnąć.. chyba się starzeję. – westchnął
- eeeee... chyba coś kręcisz – w jej głosie zabrzmiało niedowierzanie - jakoś nie widać żebyś stracił wprawę hmmmm w tych sprawach ... i prawdę powiedziawszy nie wyglądasz na samotnego mężczyznę, wokół którego nie kręci się stado eleganckich bab....
- może i nie wyglądam.. ale tak naprawdę od kilku lat jestem sam.. znużyły mnie te eleganckie puste baby .. jak to raczyłaś nazwać – odpowiedział poważnie.
- ej .. ja powiedziałam tylko eleganckie baby .. resztę sam dodałeś – sprostowała szybko
- widać miałem pecha – skwitował.


- Jakoś mnie to nie wcale nie rusza, że miał pewnie całe stada kobiet – zastanawiała się nad tym, co powiedział – no.... raczej dziwne by było gdyby ich nie miał. Jedna, trzy czy trzydzieści.. co to za różnica?.. no może troszkę jest .... głupio tak pomyśleć, że jest się jedną z wielu...że obmacywało i obcałowywało go dziesiątki bab... no pewnie.. miał czekać na ciebie jedną jedyną przez te wszystkie lata jak dziewic zamknięty w wieży? Puknij się w głowę kobieto. – stłumiła piknięcie zazdrości w duchu. - Ale on dla mnie jest jeden jedyny... 

i to się liczy.


****************************************************
Czasami spotykamy drugiego człowieka… niemal ideał.
Tylko jedna rzecz budzi w nas niepokój.
To jest mężczyzna z przeszłością lub kobieta po przejściach.
Mają na koncie już nie jeden nieudany związek.
Teraz jednak jest z nami … my jesteśmy przecież wyjątkowi…. z nami się uda … na pewno….
Na pewno ? 



16 października 2014

odc. 5 - zdradziłaś męża pierwszy raz w życiu ?


Sięgnął ręką i nakrył ich ciała miękkim polarowym pledem, kiedy zauważył, że podmuch wiatru przeszył ją zimnym dreszczem. 
Otulił ją pledem, podłożył jej swe ramię pod głowę. Przyjęła te gesty bez protestu, ułożyła się wygodnie, nie chciała jeszcze wstawać, wiedząc, że wszystko to pryśnie lada chwila jak sen.

- słuchaj.. co miało znaczyć „ mało używana”? – zapytał nagle
- * szlag.... a miałam nadzieję, że nie zwrócił na to uwagi.... że też musi być taki czujny* – skrzywiła się
- hmmmm..... no to, co znaczy – burknęła pod nosem
- masz bliznę po cesarskim cięciu, znaczy masz dziecko, co prawda nie widzę obrączki na palcu – podniósł jej dłoń. 

– ale zakładam, że byłaś kiedyś mężatką - drążył z uporem temat
- jestem mężatką – przerwała mu

Gwałtownie spojrzał na nią. Był wyraźnie zaskoczony i jeszcze coś...

Wydawało się, że zauważyła wyraz zawodu w jego oczach.
- w stałym związku?? – zapytał po chwili przerwy
- można tak to nazwać – odpowiedziała krótko
- możesz troszkę jaśniej !!?!!? – zapytał już wyraźnie zirytowany
- no, czego nie rozumiesz??? – tym razem ją to zdenerwowało - jestem mężatką od 20 ponad lat, mam syna już całkiem dorosłego, a jak ogólnie wiadomo nie wszystkie małżeństwa, które dalej są małżeństwami żyją ze sobą w idealnej zgodzie i harmonii, upajając się seksem co noc.. Zresztą to chyba nie jest twój problem.. raczej mój i mojego sumienia... czy coś jeszcze jaśniej ci powiedzieć??
 

Naburmuszony sięgnął po papierosa.
- taaaa..... nie .. nie trzeba.. rozumiem.... kolejny mały skok w bok – wysyczał przez zęby zaciągając się głęboko dymem.
- nie do końca rozumiesz... ale to nieistotne....powiedziałam, że Mało używana – zaśmiała się sarkastycznie – pierwszy skok w bok ...... i ostatni - dodała ledwie słyszalnie.
 

Patrzył gdzieś daleko przed siebie
– chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że zdradziłaś męża pierwszy raz w życiu ???... tu... teraz.. ze mną?? – zawiesił głos - trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę twój temperament – powiedział kpiąco.
 

Teraz ona sięgnęła po papierosa i zapalając go, powiedziała zimno.
- nie musisz w nic wierzyć.....nikt ci nie karze.. zadałeś pytanie... otrzymałeś odpowiedź. - może nawet lepiej, że tak myślisz – dodała znużonym głosem – przypadkowe spotkanie.. przypadkowy seks... epizod .....

Wpatrywał się w nią. Jego napięta twarz łagodniała jakby zaczynał rozumieć prawdziwy sens jej słów. 

Podniósł jej twarz, patrzył jej prosto w oczy..
- ty poważnie mówisz....pierwszy raz ?? – zapytał cicho, wolno cedząc słowa..
Nie mogła uciec przed jego magnetycznym spojrzeniem, trzymał ją na uwięzi, wymagał natychmiastowej odpowiedzi.
- poważnie – powiedziała szczerze

Kiedy usłyszała własny głos, aż zawyła w duchu ze złości – *cholera jasna, co mnie podkusiło żeby być taka w dupę szczera....co ja już kłamać nie umiem przy nim ? .... dziewica orleańska się znalazła, a on rycerz w srebrnej zbroi, co przybył z daleka po 25 latach i ją zdobył..... ale on o tym nie musi wiedzieć !!!!... powinno tak zostać jak pomyślał.. kolejny skok w bok i po kłopocie... *. – wściekała się na siebie.







Oprzytomniała, kiedy poczuła jego ciepły, czuły pocałunek. 

Cała złość odeszła nagle i znów poczuła się błogo w jego ramionach.

 Leżeli tak przytuleni .. bez ruchu ... bez zbędnych słów. 




 
              

********************************************************************
Zdradzamy z najróżniejszych powodów i w najróżniejszych sytuacjach życiowych.

                   Jedne zdrady są potępiane przez nas całkowicie, inne potępiamy ale wykazujemy duże zrozumienie.

            O zdradzie z ciekawością czytamy tylko w opowiadaniach lub książkach.

                Czy życie czasami potrafi napisać fabułę równie ciekawą jak w książce? 





13 października 2014

odc. 4 - ... świat zawirował i wybuchł milionem gwiazd ...

   *  *  *  *  *       
motyw na dziś  -- https://www.youtube.com/watch?v=v2AKJV_o2CM              
 *  *  *  *  *    
                      
Chciała wysunąć się spod niego, jednak on przytrzymał ją leciutko i cicho powiedział
- nie uciekaj…. dobrze mi z tobą
- raczej we mnie – wyrwało się jej
- w tobie też – diaboliczny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
Jednym sprawnym ruchem przekręcił się na bok, przytrzymując ją blisko siebie, ułożył ją też na boku…. twarzą w twarz.
Kiedy śmiejąc się zaplatał swoje nogi z jej nogami w dziwacznym przekładańcu, poczuła znów falę gorąca.
Cały czas był w niej, pulsował. Poczuła jak po każdym jej najmniejszym ruchu, jego ciało reaguje impulsywnie.
- jesteś cudownie ciasna – wyrwało mu się wraz z cichym jękiem po kolejnym jej poruszeniu. – jak się taka uchowałaś??
- mało używana – odpaliła bez namysłu i pożałowała tego natychmiast.


Zaśmiał się gardłowo i przyciągnął ją do siebie.
- ej…. rozrabiasz – upomniała go ze śmiechem, czując go w sobie coraz intensywniej
- to nie ja.. to on chuligani – przyjął jej lekki ton
- znaczy się on to chuligan ?
- .. ahmmmm – chuligan – potwierdził kiwnięciem głowy
- ty chuligan… uspokój się – powiedziała gdzieś w kierunku ich splecionych nóg
- kiedy on nie może przy tobie zachować spokoju – powiedział zupełnie już poważnie Witek.
 

Popatrzyła czule na jego całkiem poważną twarz, patrzył na nią z taką intensywnością jakby chciał prześwietlić ją na wylot.. Spłoszona szybko przymknęła oczy bojąc się, że rzeczywiście może coś z nich wyczytać. 
Spod przymkniętych powiek przyglądała się tej twarzy ze swoich snów sprzed lat. 
Ileż to razy zastanawiała się jakby im było razem gdyby ułożyło się inaczej, ileż razy rozpamiętywała ich ostatnie spotkanie i co w nim było nie tak, ileż razy zastanawiała się, jakim byłby kochankiem? – teraz przynajmniej na jedno z tych pytań znam odpowiedź… lepiej późno niż wcale ? – uśmiechnęła się lekko.

Zauważył jej lekki uśmiech, choć nie miał pojęcia, czego dotyczył. 

Dla niego był jak zaproszenie.
 

Subtelnie i powoli zaczął ją pieścić, muskając pocałunkami jej najczulsze miejsca i tylko raz na czas pozwalał swojemu „chuliganowi” na małą akcję zaczepną. 

Delikatnie odwzajemniane pieszczoty, pocałunki namiętne, ale już nie żarłoczne, raczej bardziej zmysłowe, narastające powoli pożądanie coraz bardziej zbliżało ich do siebie.
Pozwalali swoim ciałom napawać się rozkoszą płynącą z tego zbliżenia. Nie zastanawiali się, dali się ponieść tej chwili, tej fali namiętności.
Byli przepełnieni dojrzałym pożądaniem, ich ciała płonęły równym żarem, oczekiwały zaspokojenia. 

Kiedy oboje byli gotowi, wyczuła, że to ona teraz powinna przejąć inicjatywę. Ostrożnie, żeby nie uwolnić „chuligana„ ze swego wnętrza, ułożyła Witka na wznak, po czym znalazła się na nim. 
Delikatnie rozpoczęła lekko unosić się i opadać, cały czas pieściła jego tors, a on odwzajemniał się cudowną delikatną pieszczotą jej piersi. Kiedy podniecenie narastało za bardzo, lekko pociągał ją do siebie i przytulał, dając sobie i jej jeszcze dodatkową chwilę na rozkoszowanie się tą  namiętnością.
 W końcu poczuła przypływ ostatecznej fali podniecenia, którego już nic nie było w stanie uspokoić.
Silny uchwyt jego dłoni na jej pośladkach…… rozkosz z całowanych i pieszczonych piersi….. ruch w bok…. w głąb…. płynne ruchy w górę… w dół…coraz szybsze…coraz mocniejsze i intensywniejsze do granic wytrzymałości ...



  …. świat zawirował i wybuchł milionem gwiazd.
  
 Opadła bez tchu na jego pierś, a on przytulił ją mocno.


  Kiedy ich oddechy się uspokoiły zapytał
- pamiętasz, „Komu bije dzwon”?
- taaak – odpowiedziała z rozmysłem na to pytanie pozornie bez związku
- czy…. czy ty też czułaś?.. czy to było jak???….. – …. nie dokończył
Położyła mu palec na ustach, wiedziała, co chce powiedzieć
- tak…… to tak było…… ale bardziej jak wybuch supernowej
 

Uśmiechnął się i patrząc w jej oczy bardzo poważnie powiedział
- a wiesz, że nigdy nie wierzyłem Hemingway ‘owi . Do dziś…..
- ja mu wierzyłam... na słowo….. – roześmiała się – w końcu te kilka przypadków na miliony mogą się zdarzyć. Statystycznie.
- ach ty przypadku statystyczny – uśmiechnął się łobuzersko.
- bosssze.. nawet uśmiech ma taki sam jak dawniej.. jak łobuziak złapany na psocie – wpadnę jak śliwka w kompot kiedyś przez ten jego uśmiech…… – pomyślała z rozrzewnieniem – jakie kiedyś… opanuj się kobieto – upomniała się w myślach – nie będzie żadnego kiedyś..

Sięgnął ręką i nakrył ich ciała miękkim polarowym pledem, kiedy zauważył, że podmuch wiatru przeszył ją zimnym dreszczem.
Otulił ją pledem, podłożył jej swe ramię pod głowę.
Przyjęła te gesty bez protestu, ułożyła się wygodnie, nie chciała jeszcze wstawać, wiedząc, że wszystko to pryśnie lada chwila jak sen.



    **************************************************
       " Akt seksualny można zaliczyć do  typu reakcji - wybuchowa"
 Antoni Kępiński


.... coś w tym jest :D
                         


 

9 października 2014

Odc. 3 - ...zapomniała, że tak może być

Wraz z falą gorąca ogarniającą ją od czubków włosów do stóp nadeszła fala paniki  - ogień i ćma..... spłonę.......

Pieszczota była coraz bardziej wyraźna i intensywna, jego dłonie błądziły po jej karku, piersiach, brzuchu... Kiedy nachylił się do niej i zaczął całować jej kark a potem piersi, odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy. Siedziała jak sparaliżowana nie wykonując żadnego ruchu, ale jej ciało coraz bardziej poddawało się pieszczotom. Poczuła jego rozpalone, podniecone ciało, gdy przytulił ją do siebie, zamykając ją całą w swoich ramionach.

Otworzyła oczy i zobaczyła wpatrzone w nią jego płonące żarem oczy.
- kochaj się ze mną??..– ledwie słyszalne pytanie zawisło pomiędzy ich ustami - będę bardzo ostrożny – dodał delikatnie pieszcząc jej piersi.
- dobrze – wyszeptała w tą napiętą ciszę.
– rany boskie..... to jakieś szaleństwo....... co ja wyprawiam?... w co ja się pakuję... – zdążyła pomyśleć zanim jego pocałunek odebrał jej resztki zdrowego rozsądku.

Ale na odwrót było już za późno, pragnęli siebie nawzajem, byli siebie głodni coraz bardziej i bardziej.
Odkrywali każdy kawałek siebie nawzajem z dreszczem podniecenia. Na każdy dotyk reagowali, jakby to był pierwszy raz w życiu.
Wszędzie czuła jego gorące pocałunki a jego dłonie objęły ją całą w posiadanie bezapelacyjnie.
Odwzajemniała mu pieszczoty z żarem, jakiego nie spodziewałaby się po sobie.
Był silnym facetem, manewrował jej ciałem z dużą wprawą, ale i delikatnością.
Kiedy dotarli do granic pożądania i poczuła jak powoli wsuwa się w nią, jęknęła cicho z rozkoszy. Wydawał się jej ogromny, wypełniał ją całą, czuła każde jego drgnięcie, każde najmniejsze poruszenie.
Przy każdym kolejnym jego ruchu pragnęła go bardziej, głębiej, mocniej....
nie mogła powstrzymać pomrukiwania z rozkoszy.
Widziała jego przymglone pożądaniem oczy i słyszała szybki gwałtowny oddech przerwany głębokimi jękami.

Zjednoczeni we wspólnym ruchu jak jedno ciało, szybko i gwałtownie zbliżali się do ostatecznego spełnienia.
Jego ciało drżało...
ona pod ostatnimi pchnięciami wyprężyła się jak struna, gwałtownie objęła go nogami i przycisnęła do siebie.
Spazm jej ciała wyraźnie świadczył o cudownym orgazmie, którego doświadczała.
Jego przeciągły niski wibrujący jęk uświadomił jej, że i on dotarł do szczytu.
Uczucie rozlewającej się wszechobecnej potężnej rozkoszy w każdym centymetrze jej ciała było dla niej zaskoczeniem.



Nie odczuwała tego od lat, ba ..... zapomniała, że tak może być.


Oparty na łokciach, patrzył na nią jeszcze lekko przymglonym wzrokiem. 
Objęła jego szyję ramionami i przytuliła się z całych sił. Ich usta odnalazły się w delikatnym pocałunku.
Trwali tak w uścisku, czuła ciężar jego ciała, jego bliskość.
Czuła jak powoli gwałtowna rozkosz jest zastępowana uczuciem błogości.
 

Nie miała ochoty o niczym myśleć, chciała tak zostać w jego ramionach do końca świata.

- Nic, co piękne nie trwa wiecznie – pomyślała, gdy wyrzuty sumienia zaczęły powarkiwać - no to ładnie się zachowuję.... .kochałam się z facetem, którego spotkałam godzinę temu na drodze... chyba całkiem mi odbiło.....
nie no... dziwka po prostu.. powiedzmy to sobie szczerze... boooosze ..gorzej...po prostu koncertowa idiotka..
  bez zabezpieczenia!!!!!!! - wyrzuty sumienia pokazały uzębienie w całej okazałości. i warczały już bardzo głośno - Ale jak się kochałam..... mmmmm.....cudownie...
Wspomnienie rozkoszy zapędziło wyrzuty sumienia do budy.
 

Jak przez mgłę uświadomiła sobie, że na moment przed tym jak wszedł w nią szepnął jej coś, że z nim jest 100 % bezpiecznie. W tamtym momencie to zapewnienie wystarczyło całkowicie, teraz zaczęła być ciekawa, co to miało niby znaczyć.
– ehhhh – westchnęła

Poruszył się na jej westchnienie, zwalniając uścisk.
- trzeba ubrać to moje bezwstydne nagie ciało.... tym bardziej, że nie ma, czego pokazywać - stwierdziła zerkając na siebie krytycznie.

Chciała wysunąć się spod niego, jednak on przytrzymał ją leciutko i cicho powiedział
- nie uciekaj.... dobrze mi z tobą
- raczej we mnie - wyrwało się jej
- w tobie też – diaboliczny uśmiech pojawił się na jego twarzy.

Jednym sprawnym ruchem przekręcił się na bok, przytrzymując ją blisko siebie, ułożył ją też na boku.... twarzą w  twarz. Kiedy śmiejąc się zaplatał swoje nogi z jej nogami w dziwacznym przekładańcu, poczuła znów falę gorąca.


                                                         ********************************************************

Jesteśmy rozsądni, odpowiedzialni za swoje czyny.

Tego wymagamy od siebie i od innych.

Przychodzi jednak taki moment, że rozsądek ulega i poddajemy się tej jednej jedynej magicznej chwili.

Czy tak jest tylko w opowiadaniach z podtekstem erotycznym ? 





6 października 2014

Odc. 2 - ...stara miłość nie rdzewieje...


Wstał energicznie, podał jej torebkę z ziemi i wyciągnął do niej rękę. 
Podała mu dłoń odruchowo.

Kiedy doszli do jego samochodu, otworzył bagażnik pełen waliz i toreb. Kosmetyczka, czysta koszulka, ręcznik i inne drobiazgi wylądowały w jej rękach.
- miałem zjeść coś po drodze – wskazał siatkę wypakowaną KFC - ale jakoś zeszło, skoro zamierzasz tu nocować – zaśmiał się – może zjesz coś ze mną? 

Powiedział to naturalnie i swobodnie, ale gdzieś tam dało się wyczuć napięte oczekiwanie na jej odpowiedź. 
Kiwnęła bez przekonania głową. 
W kilka chwil obok samochodu wylądowała cała sterta rzeczy jak na planowany piknik.
- cola czy mineralna ? - zapytał wkładając do wiklinowego koszyka kubełek z KFC, serwetki i inne drobiazgi.
- mineralna – odpowiedziała już solidnie rozbawiona całą tą błyskawiczną akcją żywnościowo-higieniczną. 

  
Poszli obładowani w stronę położonego poniżej jeziora, częściowo tylko widocznego zza pasa lasu.


Było to piękne miejsce. Małe jeziorko, oczko wodne wśród zieleni, obrośnięte zaroślami i lasem.
 
Niedaleko brzegu na lekkim stoku, zalana słońcem położona była  mała polanka ledwo widoczna wśród drzew, do której jednak musieli się przedrzeć przez zarośla. 



Kiedy dotarli na miejsce i rozłożyli się na polance, a mężczyzna poszedł do jeziora zmyć z siebie zapach benzyny, Olka siedząc wygodnie na kocu patrzyła za nim z cała furą mieszanych uczuć.
To było jak powrót do przeszłości, wspomnienia wracały coraz ostrzejsze, wyraźniejsze i coraz bardziej czułe. Musiała się pilnować by w jej oczach nie pojawił się ten wyraz czułości i bliskości.
*Najzabawniejsze jest to, że ja dla niego jestem obcą, spotkaną przypadkowo kobitką - roześmiała się cicho.*

Zastanawiała się, czemu biernie zgodziła się z nim zostać na tym „pikniku”
*
stara miłość nie rdzewieje – pomyślała ironicznie, lecz szybko uświadomiła sobie, że to chyba nie tylko to, że on dalej działa na nią jak ogień na ćmę. - żebym tylko nie spłonęła jak ta ćma – upominała się w duchu – a co mi zresztą zależy...... teraz nie mam już 20 lat... nie jestem w nim szaleńczo zakochana... nie mam nic ani do zyskania, ani do stracenia, a to tylko przypadkowe spotkanie bez konsekwencji. Hmmmmm.....Nawet całkiem ekscytujące*.
 
Wracał sprężystym krokiem w jej kierunku, z przewieszonym ręcznikiem przez szyję, z wilgotną skórą i lekko mokrymi włosami, w których lśniły kropelki wody. Z impetem padł na kolana tuż przed nią otrzepując się jak pies z wody a kropelki poleciały na wszystkie strony.
Klęknęła i ręcznikiem zaczęła wycierać jego włosy, dość mocno i energicznie.
Poddawał się cierpliwie temu zabiegowi do momentu, kiedy suche już włosy zaczęła przeczesywać delikatnie palcami.
Podniósł ręce i przytrzymał jej dłonie na swoich włosach, powoli zsuwając je na kark. Gładziła go po karku wyczuwając jeszcze resztki wilgoci, a on nie wypuszczał jej dłoni ze swoich jakby w obawie, że ta pieszczota się skończy. Kiedy już oderwał ręce od jej dłoni, objął ją w talii i przyciągnął do siebie, gładził jej ramiona i szyję, ustami wędrował od karku do jej ust.
Ogarniała ją fala gorąca, ale w ostatnim momencie odwróciła głowę umykając przed pocałunkiem. Chciała się odsunąć, jednak jego dłonie przytrzymały ją zdecydowanie i jeszcze mocniej przytulił ją do siebie. Syknęła z bólu i gwałtownie się odsunęła. 
Popatrzył na nią zaskoczony.
- co się stało?..... coś ci zrobiłem? – zapytał z lekką paniką w głosie.
 
Zrobiło jej się głupio i nie wiedziała, co odpowiedzieć. Przecież nie zamierzała go wtajemniczać w intymne szczegóły swojego życia. *Że  że tez mi się wyrwało – była na siebie wściekła – cholera ...... co ja mam mu niby powiedzieć?*
 Patrzył na nią wyczekująco.
- nie nic.. oj coś mnie tam lekko zabolało, nic ważnego – starała się powiedzieć to uspokajającym tonem.
- coś kręcisz – przyglądał się jej badawczo.
- no naprawdę nic wielkiego.. każdy z nas ma jakieś bolączki.. w tym wieku – zaśmiała się.
Widziała, że absolutnie jej nie wierzy.
Aby zyskać na czasie wyjęła papierosa i zapaliła powoli. Sięgnął też po papierosa, zapalił, ale dalej nie spuszczał z niej wzroku, wyraźnie oczekując na odpowiedź.
-  coś ci zrobiłem? – zapytał jeszcze raz
*Jakbyś ty pamiętał, co mi zrobiłeś to byś się dopiero wystraszył – pomyślała przekornie.*
-  no chyba nie oczekujesz, że zacznę ci opowiadać o swoich dolegliwościach i swoim życiu, na to chyba znamy się trochę za mało – zdenerwowała się.
-  mam wrażenie, jakbyśmy się znali wieki – mruknął pod nosem - w sumie możesz chyba powiedzieć. Obiecuję, że nikomu nie zdradzę. Chcę tylko być pewny, że nie zrobiłem ci najmniejszej krzywdy.
-  a co Ci tak na tym zależy?? –
-  właśnie nie wiem..... ale zależy mi – powiedział sam się nad tym zastanawiając przez moment.
Milczenie wydłużało się w nieskończoność, a on czekał na jej odpowiedź.
Westchnęła.
-  nie są to sprawy, którymi interesują się faceci.. przynajmniej nie tacy uparci i szarmanccy jak Ty.......Ale ok. Jak chcesz...Zaraz ci będzie głupio o tym słuchać. Niedawno przeszłam operację piersi.
Uchwyciła jego szybkie spojrzenie na swój biust.
-  mam obie – zaśmiała się dziwnie - ale blizny nie są całkiem wygojone. Po prostu zabolało, kiedy mnie mocno przytuliłeś.. Ot i cała wielka tajemnica.
-  guz? – zapytał poważnie
-  taaaaa – na szczęście nie złośliwy - starała się uśmiechnąć
-  kiedy?
-  ponad miesiąc temu...
-  pokaż – powiedział stanowczym tonem, patrząc na nią zachmurzonym wzrokiem.
-  no chyba zwariowałeś... – żachnęła się gwałtownie - chyba ci się nie wydaję, że wywalę przed tobą swoje piersi do oglądania... oszalałeś całkiem?

Zapadła niezręczna cisza.
-  słuchaj.... ja mówię jak najbardziej poważnie. Jestem lekarzem, po miesiącu powinno być już całkiem zagojone. Jeśli cię boli, coś jest nie tak... muszę to obejrzeć. Znam się na tym............
Zerwał się gwałtownie z koca, sięgnął do tylnej kieszeni spodni, wyjął wizytówkę z portfela i podał jej kłaniając się.
-  przepraszam za nietakt, dawno powinienem się przedstawić
-  Witold Wejhardtt – chirurg - specjalista chirurgii onkologicznej i plastycznej – przedstawił bardzo oficjalnie.
* wiem.. wiem Witek – uśmiechnęła się w duchu – że jesteś lekarzem też wiem, ale że tak daleko zaszedłeś.. no no.. całkiem nieźle – stwierdziła, przelotnie patrząc na wizytówkę z całą długą listą tytułów naukowych*.
-  Aleksandra Radziewicz - powiedziała dość niewyraźnie, podając mu rękę
W ostatniej chwili ugryzła się w język, żeby nie przedstawić się pełnym podwójnym nazwiskiem. Nazwisko panieńskie miała dość charakterystyczne, mógł coś zapamiętać i skojarzyć.. a tego chciała uniknąć.
-  Pani Aleksandra, bardzo mi miło – powiedział całując jej dłoń. – Oleńka....
-  ja naprawdę jestem lekarzem. Muszę to obejrzeć – powiedział kategorycznym tonem - a tak w ogóle to, kiedy byłaś u lekarza na kontroli?
-  2 tygodnie temu.... i wystarczy
-  Olka, nie bądź dziecinna
-  Nie...
-  potraktuj to jako wizytę kontrolną
-  Nie! – powiedziała twardo - . zresztą raczej trudno to uznać za gabinet lekarski a ty do tej pory występowałeś w troszkę innej roli – dodała patrząc na niego z przekornym uśmiechem
-  dobra...... – usiadł przed nią na kocu – przyznaję, dzisiejsze nasze spotkanie jest raczej --  dziwne.... mnie przytrafia się coś takiego pierwszy raz w życiu. Działasz na mnie w sposób, którego nie czułem od wielu, wielu lat... Mam cię ochotę trzymać w ramionach i nie wypuszczać ani na chwilę – mówił cicho, jakby z trudem – nie wiem czemu tak się dzieje, nie wiem czemu akurat z tobą.

Nie patrzył na nią, jego wzrok błądził gdzieś daleko.
-  ale wiem jedno....zależy mi żeby było w porządku.. – popatrzył nią z dziwnym wyrazem oczu, którego nie potrafiła określić.. mieszanina wrażliwości i stanowczości.
Złagodniała pod tym spojrzeniem, to co usłyszała, a raczej to, że to usłyszała było zaskoczeniem i to sporym
* kuuurcze......ale pięknie łga, aż miło posłuchać..... facet, który tak ładnie potrafi mówić o odczuciach, aż dziw ze tacy jeszcze istnieją.... *

Kiedy zdecydowanym ruchem zdjął z niej bluzkę, nie protestowała już więcej. Sama rozpięła biustonosz i odłożyła go spokojnie na bok. Przez moment miała odruch, aby się schować, ukryć poranione piersi przed jego wzrokiem, ale opanowała się wmawiając sobie
*....tylko spokojnie.. zachowuj się jak u lekarza...*
-  obie?? – zapytał zdziwiony
-  niestety
-  hmmmmm – mruknął pod nosem całkowicie skupiony na oglądaniu blizn pooperacyjnych
-  bardzo ładne cięcia – pochwalił – po wygojeniu nie powinno być żadnych śladów –  trafiłaś do dobrego specjalisty – powiedział z uśmiechem
 kiwnęła głową
– szef kliniki operował
Starannie i dokładnie badał jej piersi, o wiele bardziej delikatnie niż typowy lekarz na wizycie. Dłuższą chwilę przyglądał się źle gojącemu się fragmentowi blizny, sięgnął do saszetki po etui z okularami, założył eleganckie okulary i zaczął delikatnie badać bliznę.
Lekko syknęła, gdy dotknął wrażliwego miejsca.
Spojrzał na nią znad okularów poważnym i stanowczym wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu
- słuchaj Ola, musisz jak najszybciej pojechać do lekarza, żeby wyjął szew... z tego, co widzę....
-  jaki szew?? – zapytała zaskoczona – przecież wszystkie szwy zostały wyjęte dwa tygodnie temu
-  właśnie o to chodzi, że nie wszystkie..... został jeden szew lub fragment jednego.....
-  a to........ – żachnęła się gniewnie
-  spokojnie, nie denerwuj się, to nic wielkiego. Sam bym to usunął w tej chwili, ale nie mam żadnych narzędzi przy sobie, a nie chciałbym nic spaprać. – powiedział chowając okulary do etui.
*Wyglądał jak profesor w tych okularach..... całkiem mu do twarzy w tej oznace wieku dojrzałego - pomyślała zupełnie nie na temat.*
-  dobrze, pojadę jutro do Bytowa, jest tam podobno całkiem niezły szpital
-  obiecujesz??
-  oczywiście – kiwnęła głową.

Patrzył na nią uspokajająco, delikatnie muskał dłońmi jej piersi, wodził palcami wokół sutków.
Ten dotyk nie miał już nic wspólnego z badaniem, a jej ciało natychmiast wyczuło różnicę. 

Wraz z falą gorąca ogarniającą ją od czubków włosów do stóp nadeszła fala paniki
* ogień i ćma..... spłonę.......*




*******
****************************************************

 "stara miłość nie rdzewieje " - jak głosi przysłowie

podobno przysłowia są mądrością narodów.

Tylko na ile są one prawdziwe ??

.