Opowiadanie jest dość długie, ale mam nadzieję, że interesujące. Zapraszam.

" I nie mów do mnie Duszko - krzyknęła Dusza gniewnie - nie jestem jakaś niedorozwinięta czy ułomna,
jestem normalną, świetnie się kiedyś zapowiadającą, wrażliwą i delikatną kobiecą duszą, piękną i jasną."

Muzyczny motyw przewodni

https://www.youtube.com/watch?v=hLjx9CkfA4I

A.Maria Jopek & Michał Żebrowski "UPOJENIE"

*******************************************************************************************************************************


18 października 2014

odc. 6 - Na szacunek trzeba sobie zasłużyć..

Leżeli tak przytuleni.. bez ruchu.. bez zbędnych słów. 

Słońce powoli pochylało się nad wierzchołki drzew i powiało jesiennym chłodem.
 

- zgłodniałem... a ty ??
- jak wilk – zaśmiała się
 

Zaczęli zbierać swoje porozrzucane ubrania, po czym każde z nich poszło w inny zakątek jeziora doprowadzić się do porządku. 


Po chwili siedzieli na kocu z apetytem pałaszując zimne już, ale całkiem smaczne kurczaki.
- ale byłam głodna – powiedziała oblizując palce po skończonym jedzeniu.
- już się najadłaś?? Nie wygłupiaj się, zjadaj jeszcze jeden kawałek, sam nie dam mu rady – Witek wskazał na kubełek, jeszcze prawie w połowie zapełniony kawałkami kurczaka.
- nie ma mowy, ani jednego kęsa więcej – zaprotestowała
- tak, tak, oczywiście .. musisz dbać o linię – spojrzał na jej szczupłą i drobną sylwetkę
- akurat – zaśmiała się – gdybym tyle tyła, co jem , byłabym jak kulka... ale na szczęście mogę sobie pozwolić na luksus i jeść ile chcę i co chcę.
- szczęściara – powiedział z zazdrością – więc pomóż mi to zjeść.
- nie ma mowy.. mam dość... najwyżej zostawisz. Nie musisz przecież zjeść wszystkiego.
- nigdy nie zostawiam niedokończonego tego, co zacząłem – powiedział z błyskiem w oku i rzucił się łapczywie na skrzydełko.
Obserwowała go z rozbawieniem jak walczy z kolejnym kawałkiem.

Zadzwonił telefon. Po sygnale rozpoznała, kto dzwoni, lecz przez chwilę zawahała się czy odebrać. 

Czekała ją w domu trudna rozmowa z synem i nie wiedziała czy teraz chce ją rozpoczynać, przy nim.
- nie odbierzesz - zapytał trochę zaczepnie
- oczywiście, że odbiorę, zastanawiam się tylko jak? tymi tłustymi palcami ? - skłamała.
Ostrożnie otworzyła torebkę, starając się niczego nie ubrudzić i wyciągnęła za sznureczek telefon komórkowy.
Szybko przełączyła z głośno-mówiącego na słuchawkę.


- „no, co chciałeś – zapytała zachowując obojętny ton głosu
- nie. wszystko w porządku.. jestem gdzieś w lesie...wrócę wieczorem.
- tak... myślę, że musimy o tym porozmawiać...
- ok.. - dobrze.. będę ostrożna...do zobaczenia wieczorem”
Wyłączyła komórkę i wrzuciła ją do otwartej torebki byle jak. Dobrze widziała, że z ciekawością przysłuchiwał się rozmowie
- mąż ? – zapytał zimnym tonem
- syn – odpowiedziała ze lekkim uśmiechem

Wzięła jego mydło i ręcznik i poszła do jeziora umyć ręce. 

Szła zamyślona, wolnym krokiem, zastanawiając się, co też ma powiedzieć swojemu ukochanemu synaczkowi.
 

Dopadły ją wspomnienia dzisiejszego poranka. 
Widok brudnego i śmierdzącego męża rozwalonego na niepościelonym, skotłowanym łóżku... jego tłusty biały brzuch wyłażący spod podwiniętej, zmiętej i nieświeżej podkoszulki, opuchnięta od picia twarz -  napawał ją obrzydzeniem. 
Kolejna awantura o wódkę z podpitym już od rana mężem -  jego nieprzytomny samozadowolony wyraz twarzy -  wściekły wzrok syna, kiedy mąż odepchnął ją, gdy chciała mu zabrać puszkę piwa -  potem przepychanka na tarasie pomiędzy ojcem a synem, gdy syn chciał wprowadzić ojca do domku.
 Za wysoko uniesiony łokieć -  za dużo użytej siły -  krew płynąca z rozbitego łuku brwiowego  i szybko siniejące podbite oko małżonka.
Zaskoczona mina męża. 

Jego nic nierozumiejący tępy wzrok był nawet do zniesienia.. w tym stanie pijacy obojętnieją na wszystko, zdążyła do tego już przywyknąć....... ale najgorsze, że w twarzy syna nie widziała skruchy, żalu czy choć odrobiny współczucia, zobaczyła coś okropnego... zobaczyła mściwą satysfakcję.
Wiedziała, że nie zrobił tego umyślnie. Widziała całe zajście, ale wyraz oczu  syna przeraził ją, uświadomił, że tych dwóch mężczyzn jej życia nie łączy nic.. ale jeśli już to nienawiść zawoalowana poprawnym wychowaniem.
– tak naprawdę to tylko moja i wyłącznie moja wina - pomyślała z goryczą – nie trzeba było mówić synowi jak to „ wspaniale” zachlany non-stop mąż opiekował się nią po powrocie ze szpitala - nie wiem, może źle postępowałam, może naprawdę nastawiałam Filipa przeciwko ojcu - westchnęła ciężko - kurna, starałam się być i matką i ojcem i kumpelką.. chyba za dużo chciałam a wyszło z tego jedno wielkie g..... A teraz sama nie wiem jak mam z nim rozmawiać, jak przekonać, że syn powinien szanować swego ojca.
Szanować – przypomniała sobie jak jej kiedyś odpowiedział, gdy robiła mu wyrzuty, że odnosi się do ojca lekceważąco – na szacunek trzeba sobie zasłużyć .. powiedział wtedy..

Witek patrzył za nią, jak odchodziła w kierunku jeziora. Jakaś smutna i zamyślona. 

Nie było nic szczególnego w tej rozmowie telefonicznej z synem.. ot zdawkowa rozmowa, trochę może za zdawkowa i sucha..ale nic nadzwyczajnego. Jednak natychmiast zauważył, jak zmienił się jej nastrój. Skurczyła się w sobie, oklapła, wydawała mu się tak krucha i delikatna.
Zerknął na otwartą torebkę, komórka leżała na samym wierzchu.
Ona ciągle stała nieruchomo nad samym brzegiem jeziora. Nie widziała jak szybko ukradkiem sięgnął po komórkę, z nerwowym pośpiechem przeszukiwał połączenia, a potem zapisywał numer na kawałku serwetki. Zrobił to impulsywnie, bez zastanowienia. 

Odłożył komórkę z oddechem ulgi, że nie został przyłapany na szperaniu po jej rzeczach, ale i poczuciem wstydu. Trzymał chwilę serwetkę w ręce, jakby zastanawiając się, co ma z nią teraz zrobić, wyjął zapalniczkę, zbliżył płomień do serwetki, ale szybko cofnął. Starannie poskładał serwetkę i schował do portfela.

Popatrzył w kierunku jeziora. Ola stała bez ruchu zatopiona w myślach. 


 Ocknęła się, gdy dotknął jej ramienia. 
 Dopiero teraz zorientowała się, że stoi tu dłuższą chwilę, dalej z brudnymi rękami.
- czy mogę skorzystać z mydła – zapytał jakby nigdy nic.
- zjadłeś już wszystko? – zapytała, podając mu mydło
- oczywiście – wypiął brzuch do przodu i pogłaskał się po nim - nie chciałem ci przerywać podziwiania krajobrazu.

Nachyliła się nad taflą wody i zanurzyła w niej ręce. Była zimna, orzeźwiająca. On też nachylił się nad wodą i starannie, wręcz pedantycznie zaczął myć ręce. 

Spojrzała na niego i nie mogła oderwać wzroku od ruchu jego rąk.
- rzeczywiście jesteś chirurgiem... i to widać, że praktykującym – powiedziała z lekkim uśmiechem – zawsze tak myjesz ręce jak przed operacją ?
Zaśmiał się głośno
- ano.. zboczenie zawodowe
Podał jej mydło, potem ręcznik.




Objął ją lekko i przytulił, kiedy wracali wolnym krokiem.

 - dopadła cię szara rzeczywistość? - na wpół stwierdził na wpół zapytał.


 Kiwnęła twierdząco głową i przytuliła się do jego ramienia bez słowa. 





*****************************************
Ja Rodzic

Uczymy nasze pociechy szacunku do innych ludzi .

Uczymy szacunku do Rodziny: do rodziców, do rodzeństwa, do Dziadków, Babć , Ciotek, Wujków  i całej rodziny.

Nasze pociechy uczą się, obserwują, patrzą i zaczynają samodzielnie myśleć. 
I nagle okazuje się, że ich pojęcie szacunku jest niezupełnie zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Idealny Rodzic ..... zadaje sobie pytanie czy źle nauczyliśmy nasze dzieci ?
czy może one inaczej,  bardziej świeżo, intuicyjnie czują kogo należy szanować a nie  obdarowują szacunkiem kogoś kto na niego po prostu zasługuje ? 





16 października 2014

odc. 5 - zdradziłaś męża pierwszy raz w życiu ?


Sięgnął ręką i nakrył ich ciała miękkim polarowym pledem, kiedy zauważył, że podmuch wiatru przeszył ją zimnym dreszczem. 
Otulił ją pledem, podłożył jej swe ramię pod głowę. Przyjęła te gesty bez protestu, ułożyła się wygodnie, nie chciała jeszcze wstawać, wiedząc, że wszystko to pryśnie lada chwila jak sen.

- słuchaj.. co miało znaczyć „ mało używana”? – zapytał nagle
- * szlag.... a miałam nadzieję, że nie zwrócił na to uwagi.... że też musi być taki czujny* – skrzywiła się
- hmmmm..... no to, co znaczy – burknęła pod nosem
- masz bliznę po cesarskim cięciu, znaczy masz dziecko, co prawda nie widzę obrączki na palcu – podniósł jej dłoń. 

– ale zakładam, że byłaś kiedyś mężatką - drążył z uporem temat
- jestem mężatką – przerwała mu

Gwałtownie spojrzał na nią. Był wyraźnie zaskoczony i jeszcze coś...

Wydawało się, że zauważyła wyraz zawodu w jego oczach.
- w stałym związku?? – zapytał po chwili przerwy
- można tak to nazwać – odpowiedziała krótko
- możesz troszkę jaśniej !!?!!? – zapytał już wyraźnie zirytowany
- no, czego nie rozumiesz??? – tym razem ją to zdenerwowało - jestem mężatką od 20 ponad lat, mam syna już całkiem dorosłego, a jak ogólnie wiadomo nie wszystkie małżeństwa, które dalej są małżeństwami żyją ze sobą w idealnej zgodzie i harmonii, upajając się seksem co noc.. Zresztą to chyba nie jest twój problem.. raczej mój i mojego sumienia... czy coś jeszcze jaśniej ci powiedzieć??
 

Naburmuszony sięgnął po papierosa.
- taaaa..... nie .. nie trzeba.. rozumiem.... kolejny mały skok w bok – wysyczał przez zęby zaciągając się głęboko dymem.
- nie do końca rozumiesz... ale to nieistotne....powiedziałam, że Mało używana – zaśmiała się sarkastycznie – pierwszy skok w bok ...... i ostatni - dodała ledwie słyszalnie.
 

Patrzył gdzieś daleko przed siebie
– chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że zdradziłaś męża pierwszy raz w życiu ???... tu... teraz.. ze mną?? – zawiesił głos - trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę twój temperament – powiedział kpiąco.
 

Teraz ona sięgnęła po papierosa i zapalając go, powiedziała zimno.
- nie musisz w nic wierzyć.....nikt ci nie karze.. zadałeś pytanie... otrzymałeś odpowiedź. - może nawet lepiej, że tak myślisz – dodała znużonym głosem – przypadkowe spotkanie.. przypadkowy seks... epizod .....

Wpatrywał się w nią. Jego napięta twarz łagodniała jakby zaczynał rozumieć prawdziwy sens jej słów. 

Podniósł jej twarz, patrzył jej prosto w oczy..
- ty poważnie mówisz....pierwszy raz ?? – zapytał cicho, wolno cedząc słowa..
Nie mogła uciec przed jego magnetycznym spojrzeniem, trzymał ją na uwięzi, wymagał natychmiastowej odpowiedzi.
- poważnie – powiedziała szczerze

Kiedy usłyszała własny głos, aż zawyła w duchu ze złości – *cholera jasna, co mnie podkusiło żeby być taka w dupę szczera....co ja już kłamać nie umiem przy nim ? .... dziewica orleańska się znalazła, a on rycerz w srebrnej zbroi, co przybył z daleka po 25 latach i ją zdobył..... ale on o tym nie musi wiedzieć !!!!... powinno tak zostać jak pomyślał.. kolejny skok w bok i po kłopocie... *. – wściekała się na siebie.







Oprzytomniała, kiedy poczuła jego ciepły, czuły pocałunek. 

Cała złość odeszła nagle i znów poczuła się błogo w jego ramionach.

 Leżeli tak przytuleni .. bez ruchu ... bez zbędnych słów. 




 
              

********************************************************************
Zdradzamy z najróżniejszych powodów i w najróżniejszych sytuacjach życiowych.

                   Jedne zdrady są potępiane przez nas całkowicie, inne potępiamy ale wykazujemy duże zrozumienie.

            O zdradzie z ciekawością czytamy tylko w opowiadaniach lub książkach.

                Czy życie czasami potrafi napisać fabułę równie ciekawą jak w książce? 





13 października 2014

odc. 4 - ... świat zawirował i wybuchł milionem gwiazd ...

   *  *  *  *  *       
motyw na dziś  -- https://www.youtube.com/watch?v=v2AKJV_o2CM              
 *  *  *  *  *    
                      
Chciała wysunąć się spod niego, jednak on przytrzymał ją leciutko i cicho powiedział
- nie uciekaj…. dobrze mi z tobą
- raczej we mnie – wyrwało się jej
- w tobie też – diaboliczny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
Jednym sprawnym ruchem przekręcił się na bok, przytrzymując ją blisko siebie, ułożył ją też na boku…. twarzą w twarz.
Kiedy śmiejąc się zaplatał swoje nogi z jej nogami w dziwacznym przekładańcu, poczuła znów falę gorąca.
Cały czas był w niej, pulsował. Poczuła jak po każdym jej najmniejszym ruchu, jego ciało reaguje impulsywnie.
- jesteś cudownie ciasna – wyrwało mu się wraz z cichym jękiem po kolejnym jej poruszeniu. – jak się taka uchowałaś??
- mało używana – odpaliła bez namysłu i pożałowała tego natychmiast.


Zaśmiał się gardłowo i przyciągnął ją do siebie.
- ej…. rozrabiasz – upomniała go ze śmiechem, czując go w sobie coraz intensywniej
- to nie ja.. to on chuligani – przyjął jej lekki ton
- znaczy się on to chuligan ?
- .. ahmmmm – chuligan – potwierdził kiwnięciem głowy
- ty chuligan… uspokój się – powiedziała gdzieś w kierunku ich splecionych nóg
- kiedy on nie może przy tobie zachować spokoju – powiedział zupełnie już poważnie Witek.
 

Popatrzyła czule na jego całkiem poważną twarz, patrzył na nią z taką intensywnością jakby chciał prześwietlić ją na wylot.. Spłoszona szybko przymknęła oczy bojąc się, że rzeczywiście może coś z nich wyczytać. 
Spod przymkniętych powiek przyglądała się tej twarzy ze swoich snów sprzed lat. 
Ileż to razy zastanawiała się jakby im było razem gdyby ułożyło się inaczej, ileż razy rozpamiętywała ich ostatnie spotkanie i co w nim było nie tak, ileż razy zastanawiała się, jakim byłby kochankiem? – teraz przynajmniej na jedno z tych pytań znam odpowiedź… lepiej późno niż wcale ? – uśmiechnęła się lekko.

Zauważył jej lekki uśmiech, choć nie miał pojęcia, czego dotyczył. 

Dla niego był jak zaproszenie.
 

Subtelnie i powoli zaczął ją pieścić, muskając pocałunkami jej najczulsze miejsca i tylko raz na czas pozwalał swojemu „chuliganowi” na małą akcję zaczepną. 

Delikatnie odwzajemniane pieszczoty, pocałunki namiętne, ale już nie żarłoczne, raczej bardziej zmysłowe, narastające powoli pożądanie coraz bardziej zbliżało ich do siebie.
Pozwalali swoim ciałom napawać się rozkoszą płynącą z tego zbliżenia. Nie zastanawiali się, dali się ponieść tej chwili, tej fali namiętności.
Byli przepełnieni dojrzałym pożądaniem, ich ciała płonęły równym żarem, oczekiwały zaspokojenia. 

Kiedy oboje byli gotowi, wyczuła, że to ona teraz powinna przejąć inicjatywę. Ostrożnie, żeby nie uwolnić „chuligana„ ze swego wnętrza, ułożyła Witka na wznak, po czym znalazła się na nim. 
Delikatnie rozpoczęła lekko unosić się i opadać, cały czas pieściła jego tors, a on odwzajemniał się cudowną delikatną pieszczotą jej piersi. Kiedy podniecenie narastało za bardzo, lekko pociągał ją do siebie i przytulał, dając sobie i jej jeszcze dodatkową chwilę na rozkoszowanie się tą  namiętnością.
 W końcu poczuła przypływ ostatecznej fali podniecenia, którego już nic nie było w stanie uspokoić.
Silny uchwyt jego dłoni na jej pośladkach…… rozkosz z całowanych i pieszczonych piersi….. ruch w bok…. w głąb…. płynne ruchy w górę… w dół…coraz szybsze…coraz mocniejsze i intensywniejsze do granic wytrzymałości ...



  …. świat zawirował i wybuchł milionem gwiazd.
  
 Opadła bez tchu na jego pierś, a on przytulił ją mocno.


  Kiedy ich oddechy się uspokoiły zapytał
- pamiętasz, „Komu bije dzwon”?
- taaak – odpowiedziała z rozmysłem na to pytanie pozornie bez związku
- czy…. czy ty też czułaś?.. czy to było jak???….. – …. nie dokończył
Położyła mu palec na ustach, wiedziała, co chce powiedzieć
- tak…… to tak było…… ale bardziej jak wybuch supernowej
 

Uśmiechnął się i patrząc w jej oczy bardzo poważnie powiedział
- a wiesz, że nigdy nie wierzyłem Hemingway ‘owi . Do dziś…..
- ja mu wierzyłam... na słowo….. – roześmiała się – w końcu te kilka przypadków na miliony mogą się zdarzyć. Statystycznie.
- ach ty przypadku statystyczny – uśmiechnął się łobuzersko.
- bosssze.. nawet uśmiech ma taki sam jak dawniej.. jak łobuziak złapany na psocie – wpadnę jak śliwka w kompot kiedyś przez ten jego uśmiech…… – pomyślała z rozrzewnieniem – jakie kiedyś… opanuj się kobieto – upomniała się w myślach – nie będzie żadnego kiedyś..

Sięgnął ręką i nakrył ich ciała miękkim polarowym pledem, kiedy zauważył, że podmuch wiatru przeszył ją zimnym dreszczem.
Otulił ją pledem, podłożył jej swe ramię pod głowę.
Przyjęła te gesty bez protestu, ułożyła się wygodnie, nie chciała jeszcze wstawać, wiedząc, że wszystko to pryśnie lada chwila jak sen.



    **************************************************
       " Akt seksualny można zaliczyć do  typu reakcji - wybuchowa"
 Antoni Kępiński


.... coś w tym jest :D
                         


 

9 października 2014

Odc. 3 - ...zapomniała, że tak może być

Wraz z falą gorąca ogarniającą ją od czubków włosów do stóp nadeszła fala paniki  - ogień i ćma..... spłonę.......

Pieszczota była coraz bardziej wyraźna i intensywna, jego dłonie błądziły po jej karku, piersiach, brzuchu... Kiedy nachylił się do niej i zaczął całować jej kark a potem piersi, odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy. Siedziała jak sparaliżowana nie wykonując żadnego ruchu, ale jej ciało coraz bardziej poddawało się pieszczotom. Poczuła jego rozpalone, podniecone ciało, gdy przytulił ją do siebie, zamykając ją całą w swoich ramionach.

Otworzyła oczy i zobaczyła wpatrzone w nią jego płonące żarem oczy.
- kochaj się ze mną??..– ledwie słyszalne pytanie zawisło pomiędzy ich ustami - będę bardzo ostrożny – dodał delikatnie pieszcząc jej piersi.
- dobrze – wyszeptała w tą napiętą ciszę.
– rany boskie..... to jakieś szaleństwo....... co ja wyprawiam?... w co ja się pakuję... – zdążyła pomyśleć zanim jego pocałunek odebrał jej resztki zdrowego rozsądku.

Ale na odwrót było już za późno, pragnęli siebie nawzajem, byli siebie głodni coraz bardziej i bardziej.
Odkrywali każdy kawałek siebie nawzajem z dreszczem podniecenia. Na każdy dotyk reagowali, jakby to był pierwszy raz w życiu.
Wszędzie czuła jego gorące pocałunki a jego dłonie objęły ją całą w posiadanie bezapelacyjnie.
Odwzajemniała mu pieszczoty z żarem, jakiego nie spodziewałaby się po sobie.
Był silnym facetem, manewrował jej ciałem z dużą wprawą, ale i delikatnością.
Kiedy dotarli do granic pożądania i poczuła jak powoli wsuwa się w nią, jęknęła cicho z rozkoszy. Wydawał się jej ogromny, wypełniał ją całą, czuła każde jego drgnięcie, każde najmniejsze poruszenie.
Przy każdym kolejnym jego ruchu pragnęła go bardziej, głębiej, mocniej....
nie mogła powstrzymać pomrukiwania z rozkoszy.
Widziała jego przymglone pożądaniem oczy i słyszała szybki gwałtowny oddech przerwany głębokimi jękami.

Zjednoczeni we wspólnym ruchu jak jedno ciało, szybko i gwałtownie zbliżali się do ostatecznego spełnienia.
Jego ciało drżało...
ona pod ostatnimi pchnięciami wyprężyła się jak struna, gwałtownie objęła go nogami i przycisnęła do siebie.
Spazm jej ciała wyraźnie świadczył o cudownym orgazmie, którego doświadczała.
Jego przeciągły niski wibrujący jęk uświadomił jej, że i on dotarł do szczytu.
Uczucie rozlewającej się wszechobecnej potężnej rozkoszy w każdym centymetrze jej ciała było dla niej zaskoczeniem.



Nie odczuwała tego od lat, ba ..... zapomniała, że tak może być.


Oparty na łokciach, patrzył na nią jeszcze lekko przymglonym wzrokiem. 
Objęła jego szyję ramionami i przytuliła się z całych sił. Ich usta odnalazły się w delikatnym pocałunku.
Trwali tak w uścisku, czuła ciężar jego ciała, jego bliskość.
Czuła jak powoli gwałtowna rozkosz jest zastępowana uczuciem błogości.
 

Nie miała ochoty o niczym myśleć, chciała tak zostać w jego ramionach do końca świata.

- Nic, co piękne nie trwa wiecznie – pomyślała, gdy wyrzuty sumienia zaczęły powarkiwać - no to ładnie się zachowuję.... .kochałam się z facetem, którego spotkałam godzinę temu na drodze... chyba całkiem mi odbiło.....
nie no... dziwka po prostu.. powiedzmy to sobie szczerze... boooosze ..gorzej...po prostu koncertowa idiotka..
  bez zabezpieczenia!!!!!!! - wyrzuty sumienia pokazały uzębienie w całej okazałości. i warczały już bardzo głośno - Ale jak się kochałam..... mmmmm.....cudownie...
Wspomnienie rozkoszy zapędziło wyrzuty sumienia do budy.
 

Jak przez mgłę uświadomiła sobie, że na moment przed tym jak wszedł w nią szepnął jej coś, że z nim jest 100 % bezpiecznie. W tamtym momencie to zapewnienie wystarczyło całkowicie, teraz zaczęła być ciekawa, co to miało niby znaczyć.
– ehhhh – westchnęła

Poruszył się na jej westchnienie, zwalniając uścisk.
- trzeba ubrać to moje bezwstydne nagie ciało.... tym bardziej, że nie ma, czego pokazywać - stwierdziła zerkając na siebie krytycznie.

Chciała wysunąć się spod niego, jednak on przytrzymał ją leciutko i cicho powiedział
- nie uciekaj.... dobrze mi z tobą
- raczej we mnie - wyrwało się jej
- w tobie też – diaboliczny uśmiech pojawił się na jego twarzy.

Jednym sprawnym ruchem przekręcił się na bok, przytrzymując ją blisko siebie, ułożył ją też na boku.... twarzą w  twarz. Kiedy śmiejąc się zaplatał swoje nogi z jej nogami w dziwacznym przekładańcu, poczuła znów falę gorąca.


                                                         ********************************************************

Jesteśmy rozsądni, odpowiedzialni za swoje czyny.

Tego wymagamy od siebie i od innych.

Przychodzi jednak taki moment, że rozsądek ulega i poddajemy się tej jednej jedynej magicznej chwili.

Czy tak jest tylko w opowiadaniach z podtekstem erotycznym ? 





6 października 2014

Odc. 2 - ...stara miłość nie rdzewieje...


Wstał energicznie, podał jej torebkę z ziemi i wyciągnął do niej rękę. 
Podała mu dłoń odruchowo.

Kiedy doszli do jego samochodu, otworzył bagażnik pełen waliz i toreb. Kosmetyczka, czysta koszulka, ręcznik i inne drobiazgi wylądowały w jej rękach.
- miałem zjeść coś po drodze – wskazał siatkę wypakowaną KFC - ale jakoś zeszło, skoro zamierzasz tu nocować – zaśmiał się – może zjesz coś ze mną? 

Powiedział to naturalnie i swobodnie, ale gdzieś tam dało się wyczuć napięte oczekiwanie na jej odpowiedź. 
Kiwnęła bez przekonania głową. 
W kilka chwil obok samochodu wylądowała cała sterta rzeczy jak na planowany piknik.
- cola czy mineralna ? - zapytał wkładając do wiklinowego koszyka kubełek z KFC, serwetki i inne drobiazgi.
- mineralna – odpowiedziała już solidnie rozbawiona całą tą błyskawiczną akcją żywnościowo-higieniczną. 

  
Poszli obładowani w stronę położonego poniżej jeziora, częściowo tylko widocznego zza pasa lasu.


Było to piękne miejsce. Małe jeziorko, oczko wodne wśród zieleni, obrośnięte zaroślami i lasem.
 
Niedaleko brzegu na lekkim stoku, zalana słońcem położona była  mała polanka ledwo widoczna wśród drzew, do której jednak musieli się przedrzeć przez zarośla. 



Kiedy dotarli na miejsce i rozłożyli się na polance, a mężczyzna poszedł do jeziora zmyć z siebie zapach benzyny, Olka siedząc wygodnie na kocu patrzyła za nim z cała furą mieszanych uczuć.
To było jak powrót do przeszłości, wspomnienia wracały coraz ostrzejsze, wyraźniejsze i coraz bardziej czułe. Musiała się pilnować by w jej oczach nie pojawił się ten wyraz czułości i bliskości.
*Najzabawniejsze jest to, że ja dla niego jestem obcą, spotkaną przypadkowo kobitką - roześmiała się cicho.*

Zastanawiała się, czemu biernie zgodziła się z nim zostać na tym „pikniku”
*
stara miłość nie rdzewieje – pomyślała ironicznie, lecz szybko uświadomiła sobie, że to chyba nie tylko to, że on dalej działa na nią jak ogień na ćmę. - żebym tylko nie spłonęła jak ta ćma – upominała się w duchu – a co mi zresztą zależy...... teraz nie mam już 20 lat... nie jestem w nim szaleńczo zakochana... nie mam nic ani do zyskania, ani do stracenia, a to tylko przypadkowe spotkanie bez konsekwencji. Hmmmmm.....Nawet całkiem ekscytujące*.
 
Wracał sprężystym krokiem w jej kierunku, z przewieszonym ręcznikiem przez szyję, z wilgotną skórą i lekko mokrymi włosami, w których lśniły kropelki wody. Z impetem padł na kolana tuż przed nią otrzepując się jak pies z wody a kropelki poleciały na wszystkie strony.
Klęknęła i ręcznikiem zaczęła wycierać jego włosy, dość mocno i energicznie.
Poddawał się cierpliwie temu zabiegowi do momentu, kiedy suche już włosy zaczęła przeczesywać delikatnie palcami.
Podniósł ręce i przytrzymał jej dłonie na swoich włosach, powoli zsuwając je na kark. Gładziła go po karku wyczuwając jeszcze resztki wilgoci, a on nie wypuszczał jej dłoni ze swoich jakby w obawie, że ta pieszczota się skończy. Kiedy już oderwał ręce od jej dłoni, objął ją w talii i przyciągnął do siebie, gładził jej ramiona i szyję, ustami wędrował od karku do jej ust.
Ogarniała ją fala gorąca, ale w ostatnim momencie odwróciła głowę umykając przed pocałunkiem. Chciała się odsunąć, jednak jego dłonie przytrzymały ją zdecydowanie i jeszcze mocniej przytulił ją do siebie. Syknęła z bólu i gwałtownie się odsunęła. 
Popatrzył na nią zaskoczony.
- co się stało?..... coś ci zrobiłem? – zapytał z lekką paniką w głosie.
 
Zrobiło jej się głupio i nie wiedziała, co odpowiedzieć. Przecież nie zamierzała go wtajemniczać w intymne szczegóły swojego życia. *Że  że tez mi się wyrwało – była na siebie wściekła – cholera ...... co ja mam mu niby powiedzieć?*
 Patrzył na nią wyczekująco.
- nie nic.. oj coś mnie tam lekko zabolało, nic ważnego – starała się powiedzieć to uspokajającym tonem.
- coś kręcisz – przyglądał się jej badawczo.
- no naprawdę nic wielkiego.. każdy z nas ma jakieś bolączki.. w tym wieku – zaśmiała się.
Widziała, że absolutnie jej nie wierzy.
Aby zyskać na czasie wyjęła papierosa i zapaliła powoli. Sięgnął też po papierosa, zapalił, ale dalej nie spuszczał z niej wzroku, wyraźnie oczekując na odpowiedź.
-  coś ci zrobiłem? – zapytał jeszcze raz
*Jakbyś ty pamiętał, co mi zrobiłeś to byś się dopiero wystraszył – pomyślała przekornie.*
-  no chyba nie oczekujesz, że zacznę ci opowiadać o swoich dolegliwościach i swoim życiu, na to chyba znamy się trochę za mało – zdenerwowała się.
-  mam wrażenie, jakbyśmy się znali wieki – mruknął pod nosem - w sumie możesz chyba powiedzieć. Obiecuję, że nikomu nie zdradzę. Chcę tylko być pewny, że nie zrobiłem ci najmniejszej krzywdy.
-  a co Ci tak na tym zależy?? –
-  właśnie nie wiem..... ale zależy mi – powiedział sam się nad tym zastanawiając przez moment.
Milczenie wydłużało się w nieskończoność, a on czekał na jej odpowiedź.
Westchnęła.
-  nie są to sprawy, którymi interesują się faceci.. przynajmniej nie tacy uparci i szarmanccy jak Ty.......Ale ok. Jak chcesz...Zaraz ci będzie głupio o tym słuchać. Niedawno przeszłam operację piersi.
Uchwyciła jego szybkie spojrzenie na swój biust.
-  mam obie – zaśmiała się dziwnie - ale blizny nie są całkiem wygojone. Po prostu zabolało, kiedy mnie mocno przytuliłeś.. Ot i cała wielka tajemnica.
-  guz? – zapytał poważnie
-  taaaaa – na szczęście nie złośliwy - starała się uśmiechnąć
-  kiedy?
-  ponad miesiąc temu...
-  pokaż – powiedział stanowczym tonem, patrząc na nią zachmurzonym wzrokiem.
-  no chyba zwariowałeś... – żachnęła się gwałtownie - chyba ci się nie wydaję, że wywalę przed tobą swoje piersi do oglądania... oszalałeś całkiem?

Zapadła niezręczna cisza.
-  słuchaj.... ja mówię jak najbardziej poważnie. Jestem lekarzem, po miesiącu powinno być już całkiem zagojone. Jeśli cię boli, coś jest nie tak... muszę to obejrzeć. Znam się na tym............
Zerwał się gwałtownie z koca, sięgnął do tylnej kieszeni spodni, wyjął wizytówkę z portfela i podał jej kłaniając się.
-  przepraszam za nietakt, dawno powinienem się przedstawić
-  Witold Wejhardtt – chirurg - specjalista chirurgii onkologicznej i plastycznej – przedstawił bardzo oficjalnie.
* wiem.. wiem Witek – uśmiechnęła się w duchu – że jesteś lekarzem też wiem, ale że tak daleko zaszedłeś.. no no.. całkiem nieźle – stwierdziła, przelotnie patrząc na wizytówkę z całą długą listą tytułów naukowych*.
-  Aleksandra Radziewicz - powiedziała dość niewyraźnie, podając mu rękę
W ostatniej chwili ugryzła się w język, żeby nie przedstawić się pełnym podwójnym nazwiskiem. Nazwisko panieńskie miała dość charakterystyczne, mógł coś zapamiętać i skojarzyć.. a tego chciała uniknąć.
-  Pani Aleksandra, bardzo mi miło – powiedział całując jej dłoń. – Oleńka....
-  ja naprawdę jestem lekarzem. Muszę to obejrzeć – powiedział kategorycznym tonem - a tak w ogóle to, kiedy byłaś u lekarza na kontroli?
-  2 tygodnie temu.... i wystarczy
-  Olka, nie bądź dziecinna
-  Nie...
-  potraktuj to jako wizytę kontrolną
-  Nie! – powiedziała twardo - . zresztą raczej trudno to uznać za gabinet lekarski a ty do tej pory występowałeś w troszkę innej roli – dodała patrząc na niego z przekornym uśmiechem
-  dobra...... – usiadł przed nią na kocu – przyznaję, dzisiejsze nasze spotkanie jest raczej --  dziwne.... mnie przytrafia się coś takiego pierwszy raz w życiu. Działasz na mnie w sposób, którego nie czułem od wielu, wielu lat... Mam cię ochotę trzymać w ramionach i nie wypuszczać ani na chwilę – mówił cicho, jakby z trudem – nie wiem czemu tak się dzieje, nie wiem czemu akurat z tobą.

Nie patrzył na nią, jego wzrok błądził gdzieś daleko.
-  ale wiem jedno....zależy mi żeby było w porządku.. – popatrzył nią z dziwnym wyrazem oczu, którego nie potrafiła określić.. mieszanina wrażliwości i stanowczości.
Złagodniała pod tym spojrzeniem, to co usłyszała, a raczej to, że to usłyszała było zaskoczeniem i to sporym
* kuuurcze......ale pięknie łga, aż miło posłuchać..... facet, który tak ładnie potrafi mówić o odczuciach, aż dziw ze tacy jeszcze istnieją.... *

Kiedy zdecydowanym ruchem zdjął z niej bluzkę, nie protestowała już więcej. Sama rozpięła biustonosz i odłożyła go spokojnie na bok. Przez moment miała odruch, aby się schować, ukryć poranione piersi przed jego wzrokiem, ale opanowała się wmawiając sobie
*....tylko spokojnie.. zachowuj się jak u lekarza...*
-  obie?? – zapytał zdziwiony
-  niestety
-  hmmmmm – mruknął pod nosem całkowicie skupiony na oglądaniu blizn pooperacyjnych
-  bardzo ładne cięcia – pochwalił – po wygojeniu nie powinno być żadnych śladów –  trafiłaś do dobrego specjalisty – powiedział z uśmiechem
 kiwnęła głową
– szef kliniki operował
Starannie i dokładnie badał jej piersi, o wiele bardziej delikatnie niż typowy lekarz na wizycie. Dłuższą chwilę przyglądał się źle gojącemu się fragmentowi blizny, sięgnął do saszetki po etui z okularami, założył eleganckie okulary i zaczął delikatnie badać bliznę.
Lekko syknęła, gdy dotknął wrażliwego miejsca.
Spojrzał na nią znad okularów poważnym i stanowczym wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu
- słuchaj Ola, musisz jak najszybciej pojechać do lekarza, żeby wyjął szew... z tego, co widzę....
-  jaki szew?? – zapytała zaskoczona – przecież wszystkie szwy zostały wyjęte dwa tygodnie temu
-  właśnie o to chodzi, że nie wszystkie..... został jeden szew lub fragment jednego.....
-  a to........ – żachnęła się gniewnie
-  spokojnie, nie denerwuj się, to nic wielkiego. Sam bym to usunął w tej chwili, ale nie mam żadnych narzędzi przy sobie, a nie chciałbym nic spaprać. – powiedział chowając okulary do etui.
*Wyglądał jak profesor w tych okularach..... całkiem mu do twarzy w tej oznace wieku dojrzałego - pomyślała zupełnie nie na temat.*
-  dobrze, pojadę jutro do Bytowa, jest tam podobno całkiem niezły szpital
-  obiecujesz??
-  oczywiście – kiwnęła głową.

Patrzył na nią uspokajająco, delikatnie muskał dłońmi jej piersi, wodził palcami wokół sutków.
Ten dotyk nie miał już nic wspólnego z badaniem, a jej ciało natychmiast wyczuło różnicę. 

Wraz z falą gorąca ogarniającą ją od czubków włosów do stóp nadeszła fala paniki
* ogień i ćma..... spłonę.......*




*******
****************************************************

 "stara miłość nie rdzewieje " - jak głosi przysłowie

podobno przysłowia są mądrością narodów.

Tylko na ile są one prawdziwe ??

. 




2 października 2014

Odcinek 1 - ...nawet porozpaczać nie można spokojnie...


  Siedziała na poboczu polnej drogi, zastanawiając się, co ma zrobić z tym wszystkim.
Sytuacja tym razem ją przerosła. Niedawne obawy związane w operacją, ból i przede wszystkim brak oparcia w tak zwanym małżonku po raz kolejny uświadomiły jej, że tak naprawdę jest samotna i kolejny raz musi poradzić sobie sama. Tylko, że tym razem nie ma ani motywacji ani ochoty do kolejnych bojów z życiem. Od lat nie była tak zniechęcona życiem i zmęczona.


  
Głęboko zaciągnęła się papierosem i wystawiła twarz do jesiennego słońca.
Przymykając oczy słuchała cykania świerszczy i szumu pobliskiego lasu. Ostatnie jesienne dni były upalne, nagrzane powietrze pachniało jednak już jesienią i tym wspaniałym zapachem wrzosów i opadających liści.
Tu i teraz było jej cudownie, starała się przez chwilę nie myśleć o niczym, zachować ten spokój i to ciepło w sobie na długie zimowe wieczory.
Nie zwróciła uwagi na narastający warkot nadjeżdżającego samochodu, dopiero, kiedy warkot ustał i trzasnęły drzwiczki, lekko przez ramię spojrzała na drogę.
Tuż za jej samochodem tarasującym polną drogę zatrzymał się czarny Jeep, wysiadł z niego mężczyzna, obejrzał jej samochód i skierował się w jej stronę energicznym krokiem. Odwróciła głowę i uśmiechnęła się sarkastycznie. 




* a to pech.. nawet porozpaczać nie można spokojnie * - pomyślała – „ będę się musiała ruszyć i coś wymyślić *




 



 




 Mężczyzna stanął za jej plecami i uprzejmie zapytał
- czy mogłaby Pani przestawić samochód? Tam.. kawałek dalej jest na tyle szeroko, że .. - zamilkł nagle widząc brak reakcji z jej strony - Trochę mi się spieszy.- dodał
lekko zniecierpliwionym głosem.
- nie mogłabym – odpowiedziała krótko.
Na moment go zatkało.
– Nie rozumiem – burknął pod nosem.
Nie odwracając głowy wyciągnęła rękę podając mu kluczyki.
– nie ma benzyny, nie pojedzie..... może Pan z nim zrobić, co Pan chce, może go Pan nawet zepchnąć do jeziora – powiedziała zrezygnowana.
Powoli zrobił krok biorąc z wahaniem kluczyki z jej ręki.
Spojrzała na niego osłaniając ręką oczy od słońca i zamarła.
*rany boskie to przecież niemożliwe!!!!!!!!.. czy to jakieś fatum – pomyślała w popłochu?- przeciez to nie może być on.. po tylu latach takie spotkanie... tu ? .. w środku tucholskiego lasu ?? ... nie.. to niemożliwe *
Spojrzała ponownie na niego, aby upewnić się, że nie ma omamów wzrokowych, ale nie,..... stał obok niej, gapił się na nią z niepewnym wyrazem twarzy, widać mocno zakłopotany.
- ach tak – powiedział, po czym powoli odszedł w kierunku stojących samochodów.
Patrzyła za nim chwilę, starając się usilnie przywrócić równowagę umysłu i uspokoić oszalałe bicie serca. Podświadomie oceniała na ile się zmienił od tamtego czasu. - Niewiele - skonstatowała - dalej przystojny o wysportowanej sylwetce, choć czas zaokrąglił mu trochę kształty i przysiwił bujne, kruczoczarne niegdyś włosy.

Powoli ochłonęła z piorunującego wrażenia, westchnęła i odwróciła głowę.
*nie poznał mnie – stwierdziła w duchu – A swoją drogą to chyba jakaś złośliwość losu, że spotykam go teraz a nie 20 lat temu. Może to i lepiej. Było - minęło – pomyślała nad wyraz trzeźwo jak na taką sytuację.*
Oparła głowę na rękach i zapatrzyła się w dal.
Gdzieś przez wspomnienia, które ją dopadły jak dzikie harpie dotarł do niej dźwięk zapalanego silnika jej auta. * Ho, ho, zdolna bestia, 100 % facet w każdej sytuacji – nie mogła się oprzeć lekkiej złośliwości.*
Po chwili silnik umilkł a ona bardziej wyczuła niż usłyszała, że mężczyzna zbliża się do niej.
Bez pośpiechu podszedł i o dziwo usiadł obok na skarpie podając jej z uśmiechem kluczyki.
- Nie musiałem spychać go do jeziora. Przeparkowałem auto. Wlałem też trochę benzyny, do stacji powinno Pani wystarczyć. A tak na marginesie, co zamierzała Pani zrobić, zostać tu na noc? - zapytał, przyglądając się jej z wyraźnym rozbawieniem.
Wzruszyła ramionami
- pewnie kiedyś bym zadzwoniła po jakąś pomoc........ może, kiedy miałabym dość tego widoku i tego miejsca... nie wiem.... – odparła cicho.
Rozsiadł się wygodnie, wyciągając nogi przed siebie i rozejrzał się wokół, jakby chciał zobaczyć, co takiego szczególnego jest w tym miejscu, po czym spojrzał znów na nią i spoważniał
- co jest dziewczyno, coś się stało?
- nie...nic......nie ważne...– powiedziała smutnym, zrezygnowanym głosem
W dziwnym odruchu objął ją ramieniem i lekko przycisnął w przyjacielskim geście
- głowa do góry – powiedział z lekkim uśmiechem
- chyba jesień i to miejsce nastraja mnie nostalgicznie – starała się powiedzieć to lekko, aby zatrzeć wrażenie smutku.
- taak, pięknie tu, tak cicho i spokojnie..... i jaki zapach – wciągnął głęboko powietrze
Bezwiednie oparła się o jego ramię, pociągnęła nosem i lekko dotykając palcem plamy na jego koszulce, podniosła głowę patrząc prosto w jego twarz
- śmierdzisz - powiedziała z rozbawieniem.
Zaskoczony spojrzał na nią, przeniósł wzrok na jej palec i na plamę z benzyny na koszulce i wybuchnął śmiechem, znów spojrzał na nią rozbawionymi oczami, w których migało milion diabełków. Energicznym ruchem ściągnął koszulkę, usadowił się wygodnie w poprzedniej pozycji i znów jego ramię znalazło się niebezpiecznie blisko.* Za blisko* – przemknęło jej przez głowę.
- a teraz... dalej śmierdzę?? – zapytał
- jeszcze trochę... ale da się znieść - powiedziała marszcząc nos
- bo wąchasz nie tam gdzie trzeba. Tu pachnie lepiej.. przynajmniej tak mi się wydaje –
powiedział rozbawiony, wskazując na swój podbródek.
Podniosła głowę i wciągnęła głęboko powietrze
- całkiem... całkiem – mruknęła, przyglądając mu się z bliska.
Ich oczy się spotkały i uwięziły nawzajem. Patrzyli na siebie długą chwilę, diabliki w jego oczach powoli gasły, a jego twarz była coraz bliżej * Ratunku !! – pomyślała*, kiedy poczuła ciepło jego warg na swoim policzku a potem na swoich ustach. Jego ramię obejmowało ją zdecydowanie i przytulało coraz mocniej, pocałunek był coraz mniej nieśmiały. Zaczęła tonąć w tym pocałunku, czując równocześnie, że odżywa ta fala gorąca, która zawsze towarzyszyła wspomnieniom o nim. W dzikim odruchu zemsty zaczęła odwzajemniać jego pocałunek w ten jeden jedyny sposób, lekko muskając językiem jego górną wargę ukrytą pod wąsami, delikatnie pieszcząc koniuszkiem języka kąciki jego ust.
Poczuła jak przez jego ciało przeszedł dreszcz, znieruchomiał na moment, potem jego pocałunek stał się namiętny i wręcz żarłoczny. Zaczęła wyzwalać się z jego objęć, starając się odzyskać kontrolę nad sobą. Zrozumiał ten gest w lot.
Delikatnie pocałował ją jeszcze raz, objął ją mocno i wtulił swoją twarz w jej włosy, oddychając głęboko.
Miała wrażenie, że sam jest zaskoczony swoim zachowaniem, nawet jeśli miał ochotę ją pocałować, to miał to być niewinny pocałunek pocieszenia.
*To, co poczuł było chyba dla niego zaskoczeniem.. – Pomyślała z nutką mściwej satysfakcji – dla mnie nie... historia lubi się powtarzać.* To przypomnienie całkiem ją otrzeźwiło
Kiedy podniósł głowę był już całkiem spokojny, starał się spojrzeć jej w oczy, ale nie dała mu okazji.

Wstała, otrzepała spodnie z zeschłej trawy
- chyba Ci się spieszyło – powiedziała zaczepnie.
Przyglądał się jej spod zmrużonych powiek, całkiem już opanowany
- ale przestało, zresztą nie mogę jechać taki śmierdzący. Muszę się umyć
- tam jest jezioro, ale zimna woda – wskazała ręką na pas lasu, za którym ledwo widoczna wśród zieleni pobłyskiwała tafla jeziora.
Wstał energicznie, podał jej torebkę z ziemi i wyciągnął do niej rękę.
Podała mu dłoń odruchowo.


    *******************************

Jak bardzo potrafi doskwierać samotność w związku, samotność we dwoje.

Samotność, która nie ma szans na zmianę.

Czym się różni samotność w pojedynkę od samotności w związku i która jest gorsza ?


*****************************